środa, 25 stycznia 2017

W drodze do Damaszku

Codziennie rano słuchamy z Julką radia RMF Classic. Każdego dnia muzyka przeplatana jest ciekawostkami o różnych imionach. Dziś wybrali imię Paweł. Dlaczego? Z radia dowiedziałyśmy się, że dziś jest Święto Nawrócenia św. Pawła Apostoła. 

Caravaggio-The Conversion on the Way to Damascus

W związku z nawróceniem św. Pawła, przypomniała mi się książka, którą czytałam dawno temu: "Mój Chrystus Połamany"... W którymś momencie autor opisuje działanie prawej i lewej ręki Boga. 

Prawa ręka powołuje człowieka bez "problemu", bezpośrednio... jak Jana Apostoła, zobaczył Pusty Grób i uwierzył. Miłość Chrystusa go porwała... tak po prostu...

Lewa ręka Boga ma inny mechanizm powołania. Gdy człowiek nie idzie za prawą ręką, Jezus wyciąga drugą... Lewa ręka sprawiła że Piotr usłyszał pianie koguta i się nawrócił, a Paweł spadł z konia i oślepł od błyskawicy... Ile się Bóg napracował żeby ich powołać.

Tak było z apostołami, a jak jest dzisiaj?

Mogłabym zapytać: Dlaczego nie dałam się uwieść Bogu tak po prostu? Musiałam doświadczyć dotyku lewej ręki Chrystusa, aby zobaczyć jak bardzo Go potrzebuję w moim życiu, jak słaba jestem sama... Mam trochę żalu do siebie (tak po ludzku)... Może gdybym kiedyś była bardziej wsłuchana, otwarta - dziś mniej by bolało... 

Mówi się, że tych powołanych lewą ręką Bóg miłuje w sposób szczególny, nie rezygnuje z nich, chociaż mógłby... 

Jak bardzo ukochał mnie Bóg, że pozwolił mi doświadczyć swojej nadzwyczajnej troski, troski konkretnie o mnie, poprzez uniesioną lewą rękę nad moim życiem...

wtorek, 24 stycznia 2017

Moi święci - Salezy

źródło: diecezja.rzeszow.pl
24 stycznia obchodzimy wspomnienie jednego z moich ulubionych świętych, św. Franciszka Salezego.
Świętość w życiu codziennym, którą tak bardzo podkreślał o. Kentenich, założyciel Ruchu Szensztackiego, swoje korzenie ma właśnie w nauczaniu i sposobie życia tego wielkiego świętego teologa, filozofa i humanisty. Jego książka "Filotea, czyli droga pobożnego życia", napisana cztery wieki temu zachwyca mnie swoją prostotą i aktualnością. Polecam jej lekturę, każdemu, kto pragnie poprzez swoją codzienność dążyć do świętości.

***

Na Salezjańskim Portalu Młodzieżowym znalazłam zebrane pięć zasad życia duchowego według św. Franciszka Salezego.
1. „Trzeba rozkwitać tam, gdzie Bóg nas zasadził”
2. „Ćwiczenie w cnotach”
3. Spotykać Boga w wydarzeniach codziennych
4. Łączyć modlitwę i życie
5. Codzienność przemieniona

***

Na koniec kilka moich ulubionych cytatów św. Franciszka Salezego:

Gdy twoje boleści wielkimi ci się wydają, wznieś się duchem w górę a zmaleją. Wszak góry, patrzącemu na nie z bardzo wysoka, wydają się małe.

Gdziekolwiek się udacie starajcie się zebrać coś dobrego i postępujcie jak pszczoły, które wracając do ula, niosą tam jedynie miód.

Jedna dobrze przyjęta Komunia Święta jest zdolna i wystarczy, aby nas uczynić świętymi i doskonałymi.

Nie proście o krzyże, przeciwstawiajcie im wszystkie możliwe środki zaradcze; ale kiedy przychodzą akceptujcie je z uległością.

Wielu dąży do doskonałości, niewielu ją osiąga. Czy wiecie dlaczego? Ponieważ nie idą z pełnym zaufaniem Bogu i zawierzeniem się Jego Ojcowskiej Opatrzności.

Smutny święty, to nieszczęsny święty.

Dbajcie, aby nigdy nie utracić ufności pokładanej w Bogu. Jeżeli pozwala wam upaść, to nie dlatego, żeby was porzucić, ale jedynie po to, by was poniżyć i uczynić bardziej uważnymi na przyszłość.

Mówić trzeba mało i słodko, mało i dobrze, mało i prosto, mało i szczerze, mało i z miłością.

Niech świat krzyczy, ile chce, niech krytykuje, szemrze przeciwko dobru; słuchajcie wszystkiego i cierpcie w spokoju, ale postępujcie dalej z wiarą i stanowczością.

Rozsądne milczenie zawsze jest lepsze niż nierozsądne mówienie prawdy.

Duszy bliźniego nie wolno dotykać sądem naszym, bo tylko Bóg ma prawo ją sądzić.

niedziela, 25 grudnia 2016

Moje Betlejem


Nie było miejsca dla Ciebie. 
W Betlejem, w żadnej gospodzie
i narodziłeś się Jezu w stajni, 
w ubóstwie i chłodzie.
Nie było miejsca, choć zszedłeś 
jako Zbawiciel na ziemie,
by wyrwać z czarta niewoli, 
nieszczęsne Adama plemię
Nie było miejsca,choć chciałeś 
ludzkość przytulić do łona
i podać z krzyża grzesznikom 
zbawcze,skrwawione ramiona.
Nie było miejsca, choć zszedłeś ogień miłości zapalić 
i przez swą mękę najdroższą 
świat od zagłady ocalić.

Uwielbiam Święta Bożego Narodzenia - ich nastrój, zapach, kolorową otoczkę, rodzinność, tradycje - te kulinarne i te "podchoinkowe". Lubię oglądać świąteczne, amerykańskie filmy familijne i słuchać świątecznej muzyki (szczególnie obcojęzycznej)... Polskie kolędy też słucham i śpiewam, ale niektóre mnie drażnią. Zwłaszcza te z pieluszkami i innymi zdrobnieniami...

Narodzenie Jezusa jest dla mnie niesamowite z powodu faktu, że Bóg postanawia wcielić się w słabe ciało człowieka i towarzyszyć naszej niedoli tu na ziemi. ON - wszechmocny, wszechpotężny i ... (mnóstwo słów, które i tak nie oddadzą Jego natury) uniża się tak bardzo... dlaczego? Robi to z miłości do człowieka. Z miłości do człowieka, który tak do końca nie umie odpowiedzieć na tą miłość. Ciągle zaganiany, ciągle nieprzygotowany, nieustannie zmartwiony losem... To jest dla mnie największa Tajemnica Wcielenia i to ona zajmuje moje myśli  zawsze w okolicy Bożego Narodzenia. Nie Jezusek, żłóbek, pastuszkowie... ale ogromne uniżenie Boga, które ciągle spotyka się z niezrozumieniem. Wcielenie, które stało się preludium do Męki, Śmierci i Zmartwychwstania.

Może to przez naturę melancholika, a może przez studia teologiczne, które pokazały mi inny sposób patrzenia na wiarę... Jaka by nie była przyczyna, lubię te rozmyślania - pokornieję od nich, uświadamiam sobie ile przede mną pracy, aby choć trochę odbijać tę Bożą uniżającą się Miłość.

niedziela, 23 października 2016

Dialog i miłosierdzie

„Nie prowadzimy dialogu, kiedy nie wysłuchujemy wystarczająco, albo mamy skłonność do przerywania mówiącemu, by pokazać, że mamy rację. A ileż to razy, kiedy słuchamy kogoś, wpadamy mu w słowo, mówimy: «Nie, to nie tak!» i nie dajemy mu dokończyć, kiedy chce wyjaśnić, o co mu chodzi. A to przeszkadza w dialogu: to jest agresja. Natomiast prawdziwy dialog wymaga momentów milczenia, w których przyjmujemy nadzwyczajny dar Bożej obecności w naszym bracie”


sobota, 15 października 2016

Święta Teresa uczy modlitwy

François Gérard - Sainte Theresa
„Tylko miłość nadaje wszystkiemu wartość.” 
święta Teresa z Ávili


Dziś wspomnienie św. Teresy z Ávili, zwanej też Teresą Wielką. Żyła ona w latach 1515-1582. Była mistyczką oraz reformatorką zakonu karmelitanek. Musiała mieć wyjątkowo wygodne buty, bo jej zaangażowanie zaowocowało wielkimi dziełami.

Dzieła świętej Teresy z Ávili są jednymi z najwybitniejszych w literaturze mistycznej Kościoła katolickiego.Teologia mistyczna w nich spisana wywarła formacyjny wpływ na wielu teologów kolejnych wieków, m. in. na szczególnie cenionego przeze mnie świętego Franciszka Salezego.

Teresa Wielka razem z Katarzyną ze Sieny, jako pierwsze spośród kobiet zostały ogłoszone doktorami Kościoła. 


Przy okazji dzisiejszego wspomnienia, trafiłam na wskazówki Św. Teresy dotyczącymi modlitwy. Znalazłam je na stronie deon.pl. Ich treść bardzo mnie poruszyła i zainspirowała do przyjrzenia się własnej modlitwie.

-------------------

1. Modlitwa, aby była prawdziwa, musi się wspomagać postem, dyscypliną i milczeniem, gdyż modlitwa i troska o swoje zadowolenie są nie do pogodzenia.

2. Cały fundament modlitwy musi być oparty na pokorze. Im bardziej się dusza zniża na modlitwie, tym bardziej Bóg ją wznosi.

3. Pierwsza nauka, jaką nam Mistrz niebieski daje co do modlitwy, to abyśmy się modlili na osobności, jak On sam zawsze to czynił, ile razy się modlił; nie żeby tego potrzebował dla siebie, ale aby nas przykładem swoim nauczyć. Niepodobna rozmawiać zarazem z Bogiem i ze światem; a przecież wielu jest takich, którzy chcą dokazać tej rzeczy niepodobnej, modląc się i zarazem przysłuchując wszystkiemu, co wkoło nich się mówi, albo zatrzymując się myślą nad lada rzeczą, która im przyjdzie do głowy, i nie starając się zgoła o powściągnięcie tych świadomych i dobrowolnych roztargnień. Że taki sposób traktowania modlitwy nie uchodzi, tego nie trzeba dowodzić.

4. Droga modlitwy nie polega na tym, aby wiele myśleć, ale wielce miłować; i dlatego czyńcie właśnie to, co bardziej będzie was przebudzać do miłowania.

5. Modlitwa Pańska będzie wam księgą nad wszystkie książki najlepszą, którą jeśli będziecie czytać z miłością i pokorą, jeśli w tym zachowacie pilność, nic więcej nie będzie wam potrzebne.

6. Nie długość czasu poświęconego na modlitwę stanowi o postępie duszy. Bo i te posługi zewnętrzne, gdy na nich przez posłuszeństwo czy dla pożytku drugich czas trawicie, wielką wam będą do postępu wewnętrznego pomocą i w jednej chwili lepiej was mogą przysposobić do zapałów miłości Bożej niż długie godziny rozmyślania.

7. Modlić się za dusze pozostające w grzechu śmiertelnym to prawdziwie wielka jałmużna i uczynek w najwyższym stopniu miłosierny.

8. Roztargnienia na modlitwie to rzecz nieunikniona, zatem ani niepokoić się tym, ani martwić nie powinniśmy. Nie zważajmy na wyobraźnię i jej wybryki. Niech sobie lata i kręci się ta żegotka młyńska jak jej się podoba, a my tymczasem mielmy naszą mąkę, spokojnie dalej pracując wolą i rozumem.

9. Nie rozumiem, czego obawiają się ci, którzy lękają się rozpocząć modlitwę myślną, ani nie wiem, czego się boją. Demon dobrze wie, co robi, wzbudzając ten strach, aby naprawdę wyrządzić nam krzywdę, gdyż wzbudzając te lęki, powoduje, że nie myślę o tym, czym obraziłam Boga, ani o tym, jak wiele Mu zawdzięczam, ani że istnieje piekło i że istnieje chwała, ani o wielkich trudach i boleściach, które Pan przeszedł dla mnie.

10. Przez modlitwę - jeśli dusza w niej wytrwa, pomimo grzechów i pokus, i upadków na tysiące sposobów, które demon podsuwa - Pan doprowadzi ją, w końcu, do portu zbawienia.

(Więcej porad znajdziesz w książce "Modlitwa. Mądrość doktorów Kościoła".)

poniedziałek, 26 września 2016

Wędrowcy

Quidquid agis, prudenter agas et respice finem
Cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca.
Owidiusz


Dwa lata temu w auli św. Pawła odbyło  się niesamowite spotkanie. Z okazji 100-lecia Ruchu Szensztackiego, papież Franciszek odpowiedział na pytania zebranych członków różnych wspólnot szensztackich. Między innymi padły słowa:

"Dlatego też nie bójcie się wyruszać w drogę. Jednak gdy spotkamy na niej jakieś piękne i przyjemne miejsce, nie zatrzymujmy się. Mamy być wędrowcami a nie włóczęgami. Wychodzimy w konkretnym celu, a nie po to, by kluczyć w labiryncie nas samych."
(26 października 2014 r., 
papież Franciszek do Ruchu Szensztackiego)

źródło: www.szensztat.pl
Całe poznanie siebie, przeszukiwanie wnętrza, szukanie ideału osobistego nie może stać się kluczeniem w labiryncie nas samych.

Moim celem jest świętość, apostolstwo, Niebo... Nie chcę się się zatrzymać w tym pięknym miejscu jakim jest odkrycie mojego "ja". Dotarłam do siebie, cieszę się tym, ale moja droga jeszcze się nie skończyła. Chcę być wędrowcem - patrzę do przodu, na cel, na "koniec".  Coś tam przede mną się odsłania - jakieś pomysły na przyszłość, zadania i wyzwania... Mimo, że nie widzę ich wyraźnie, to wierzę, że będą mnie prowadziły do celu. 

Jack Canfield pisze, że gdy poznasz swój cel, powoli będą się przed Tobą odkrywały ścieżki prowadzące do niego. Warunek: musisz mieć cel, "patrzeć końca". Coś w tym jest. 

Cokolwiek czynisz < gdy podejmujesz decyzje, co dalej robić > 
... czyń rozważnie < rozmyślaj nad tym, planuj >
... i patrz końca < nie czekaj na koniec, ale wpatrzony w cel idź do przodu, nawet jeśli dziś nie wyraźnie widzisz drogę >

Jestem podekscytowana z powodu tego co przede mną. Życzę Tobie tego uczucia - entuzjazmu, wiary w Boże prowadzenie i wytrwałości w dążeniu do celów! 

niedziela, 18 września 2016

Stasiu i kanapa

"Do wyższych rzeczy jestem stworzony i dla nich winienem żyć"
Św. Stanisław Kostka



Ksiądz wikary podczas dzisiejszej mszy dziecięcej opowiadał o młodym chłopcu, który mimo, że żył krótko, zdążył zachwycić świat. Żył blisko 500 lat temu, w innym świecie, w innej epoce, kulturze - mimo to wciąż jest wzorem dla młodzieży.

Dziś jest święto Stanisława Kostki.

Dziś też odbyła się inauguracja roku formacyjnego Ruchu Szensztackiego w naszej diecezji. Siostra Edyta w impulsie inauguracyjnym odniosła się do przemówienia papieża Franciszka "o kanapie".

"Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło, ani nawet o jakich nie pomyślałeś, po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty..." (papież Franciszek)


Tak sobie pomyślałam o Stanisławie Kostce... Ten to dopiero miał odwagę... Zostawił za sobą kanapę - wygodne i bezpieczne życie, edukację, wypracowaną przez rodzinę pozycję społeczną. Zamienił kanapę na parę wygodnych butów i wyruszył do Rzymu. Wyruszył, aby spełnić pragnienia serca. Matka Boża powiedziała mu we śnie, że ma zostać jezuitą. Wiedział, że rodzice się nie zgodzą, a zakon bez rodzicielskiego błogosławieństwa go nie przyjmie. Nie zraził się, szukał dalszych możliwości spełnienia pragnienia serca. Tak dotarł do Rzymu. Tam też zakończył ziemskie wędrowanie, prawie jak święci Apostołowie.



"... życie jest piękne zawsze wtedy, kiedy chcemy je przeżywać, zawsze wtedy, gdy chcemy pozostawić ślad." (papież Franciszek)

Stasiu zostawił ślad...

Boże! Daj mi wytrwałość w podróżowaniu do mojego Rzymu, nie pozwól mi przysnąć na kanapie. Amen

wtorek, 6 września 2016

Powakacyjny zawrót głowy

Nie mogę się pozbierać po tych wakacjach...

Mam wszędzie bałagan, tony prania, zaległości w papierach, na blogach...

Mam też niezłą plątaninę myśli w głowie - wakacyjnych wspomnień, rekolekcyjnych przemyśleń, urodzinowych postanowień, planów na nowy rok szkolny, itp.,  itd...

Codziennie myślę o tym, że chciałabym coś mądrego napisać, coś ciekawego Wam przekazać, np. jakąś refleksję z czytanych przez wakacje książek ks. Józefa Tischnera. Niestety trafiam na jakiś mur intelektualny, który uniemożliwia mi zebranie myśli. Pamiętam jednak o Was, którzy tu zaglądacie i obiecuję, że jak tylko się ogarnę to zburzę mur i coś napiszę.

Tymczasem zostawiam Was z o. Adamem Szustakiem. Lubię jego nocne vlogi - mówią o sprawach serca, o sprawach, które za dnia są niewidoczne lub niezrozumiałe...



piątek, 29 lipca 2016

Błogosławieni miłosierni

MACIEJ KULCZYŃSKI /PAP

"...pomnażajmy dzieła kultury gościnności, dzieła ożywiane miłością chrześcijańską, miłością do Jezusa ukrzyżowanego, do Ciała Chrystusa. Służenie z miłością i czułą troską osobom potrzebującym pomocy sprawia, że ​​wszyscy wzrastamy w człowieczeństwie i otwiera nam ono drogę do życia wiecznego: kto pełni uczynki miłosierdzia, nie boi się śmierci."

/Papież Franciszek w szpitalu dziecięcym, 28 lipca 2016 r.)


Od kilku dni żyję Światowymi Dniami Młodzieży. Śledzę media społecznościowe, oglądam relacje na żywo, rozmawiam telefonicznie z tymi, co w Krakowie... Wzruszam się co chwilę, uśmiecham do telewizora, chłonę słowa papieża Franciszka jak gąbka. Żałuję, że nie mogę na żywo przeżyć spotkania w Krakowie, doświadczyć atmosfery radości i podzielić się entuzjazmem wiary, ale ... z drugiej strony ... dzięki temu, że jestem w zaciszu swojego mieszkania mam przestrzeń do wsłuchania się w treści przekazywane przez Ojca Świętego. Wieczorami odsłuchuję albo czytam przemówienia po raz drugi. Papież nie mówi nic nowego - ciągle i ciągle nawołuje do miłosierdzia w stosunku do najsłabszych, chorych, opuszczonych, skrzywdzonych, wygnanych... Dzisiejszy dzień w Krakowie z mojej perspektywy był bardzo refleksyjny. Z niecierpliwością czekam jutra...


Równolegle czytam nową książkę z biblioteczki szensztackiej "Pod spojrzeniem miłosiernie kochającego Ojca". Są to wybrane teksty o. Józefa Kentenicha o miłosierdziu. Nowa lektura w połączeniu z nauczaniem papieża tworzy kolejne elementy układanki, jaką jest moja droga.

niedziela, 17 lipca 2016

Wolność part I

„To bardzo ważne, by człowiek umiał zmieniać od czasu do czasu punkty swego widzenia świata. Nie wolno przywiązywać się do jednego okna. Zmieniać punkty widzenia to wznieść się ponad siebie, ponad własne uczucia, własne interesy, to patrzeć na siebie tak, jak by się było kimś innym. Jakiś stopień wolności jest warunkiem myślenia. Wolność przypina człowiekowi skrzydła. Dzięki tym skrzydłom człowiek może unieść się ponad swój mały świat. Może popatrzeć na siebie z zewnątrz. Dopiero porównując wewnętrzny i zewnętrzny obraz samego siebie, może człowiek przybliżyć się do prawdy”. 
/ks. J. Tischner/


Tak to chyba jest, że dopóki nie wzniesiesz się ponad siebie, nie przekroczysz swojego sposobu myślenia to nigdy nie dowiesz się kim tak naprawdę jesteś.


Kiedyś miałam takie postanowienie, że codziennie będę rozmyślać o wolności - czym ona jest dla mnie, jak ją rozumiem, jak ją opisuje Ewangelia, co na jej temat mówią mistrzowie życia duchowego...

Rozmyślając, poddawałam się różnym "eksperymentom" związanym z wolnością - wypowiadałam się w sposób wolny obserwując otoczenie; uwalniałam się od swojego zdania poprzez niewypowiadanie go; pytałam choć nie wypadało; pozwoliłam sobie na wolność myśli; nie trzymałam się kurczowo swojego zdania; obserwowałam siebie stając z boku - jadłam rzeczy, których wcześniej nie próbowałam, zaczęłam jeździć samochodem, przekraczałam swoje lęki np. lęk wysokości sforsowałam dobrowolną  przejażdżką gdańskim kołem młyńskim... Każda próba miała na celu pokazanie sobie samej jak wiele drzemie we mnie możliwości - jeśli tylko rozprostuję skrzydła, jeśli zacznę w sposób wolny podejmować decyzje.

Nie mówię, że każda moja decyzja jest mądra i dobra - każdy błądzi... Uczę się na błędach, ale nie powstrzymują mnie one przed kolejnym krokiem. Mam takie wrażenie, że raz odzyskaną wolność wewnętrzną trudno zamknąć z powrotem w klatce. W każdym razie, chcę bardzo, żeby tak było... dlatego staram się regularnie korzystać z sakramentu pokuty, żeby poczucie własnej beznadziejności nie zabierało mi tej wolności oraz pewności obranej drogi... Ostatecznie, bez Bożej łaski człowiek sobie sam nie poradzi nawet z najpiękniejszymi i najszczytniejszymi celami!

środa, 13 lipca 2016

Grawitacja

"Grawitacja nie istnieje, to życie po prostu jest ciężkie."
Stephen King

W jasny i słoneczny dzień stąpam lekko i pewnie. 

Są jednak takie dni, że siła grawitacji przyciąga mocniej do podłogi. Jeszcze widzę drogę przede mną, ale kroczę nią jakby w zwolnionym tempie. Zastanawiam się, czy w takich chwilach iść dalej czy stanąć...? 

Zdecydowanie częściej nie zatrzymuję się. Zwalniam maksymalnie, by bardziej wsłuchać się w otoczenie. Próbuję dostrzec przyczyny zwątpienia lub zachęty do dalszej drogi. I chociaż nie lubię tego stanu, to doświadczenie nauczyło mnie, że grawitacja ostatecznie zawsze odpuszcza, a mój krok robi się znów lżejszy i pewniejszy... 

Dziś jeszcze mnie trzyma, ale to kwestia czasu - to co najlepsze wciąż jest przede mną!