Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poznawanie siebie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poznawanie siebie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2026

Nachkosten

Są takie chwile, kiedy życie przestaje płynąć spokojnym nurtem i zamiast kolejnych dni przynosi całe rozdziały, zapisane jeden po drugim, jakby nie chciało pozostawić miejsca na oddech. 

Miniony tydzień był właśnie taki. 

Najpierw Tydzień Intensywnego Wytchnienia z Fundacją Rodzina Kangura. Czas zanurzania się w historiach innych ludzi i towarzyszenia im przez chwile, w niełatwej drodze bycia rodzicami dzieci z niepełnosprawnością. 

Potem osiemnaste urodziny córki, które z niezwykłą siłą uświadamiają, że czas nie tylko mija, ale nieustannie przemienia wszystko, czego dotyka. 

Dziś rekolekcje, które nie tyle oddzielają od codzienności, ile pozwalają spojrzeć na nią z miejsca, gdzie łatwiej usłyszeć to, co wcześniej ginęło wśród wydarzeń.

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że największym zagrożeniem współczesnego człowieka nie jest brak doświadczeń, lecz brak czasu, aby naprawdę je przeżyć. Przechodzimy od jednego wydarzenia do drugiego, kolekcjonujemy wspomnienia, fotografie i wzruszenia, a jednak wiele z nich pozostaje jedynie powierzchnią, ponieważ nie pozwalamy im osiąść. 

Tymczasem życie odsłania swoje znaczenie nie wtedy, gdy dzieje się na naszych oczach, lecz wtedy, gdy powraca do nas po cichu, już bez hałasu emocji, domagając się miejsca w pamięci i w sercu.

Być może właśnie dlatego warto oprzeć się pokusie natychmiastowych interpretacji. Są doświadczenia, które potrzebują dojrzewać jak owoce pozostawione na słońcu, ponieważ ich smak ujawnia się dopiero z czasem. To, co początkowo wydaje się jedynie kolejnym wydarzeniem, po tygodniach lub miesiącach okazuje się ważnym znakiem, delikatną nicią prowadzącą przez własną historię. Dopiero wtedy odkrywamy, że nic, co przeżyliśmy z uwagą, nie było przypadkowe.

Coraz bardziej uczę się więc nie spieszyć z wyciąganiem wniosków. Wolę zachowywać wydarzenia w sercu, pozwalając im żyć własnym rytmem, wierząc, że ich najgłębszy sens nie rodzi się w chwili, gdy się dokonują, lecz wtedy, gdy po czasie wracają do nas już odmienione, cichsze i prawdziwsze.

niedziela, 26 października 2025

Pułapki Ascezy

Asceza, która prowadzi do życia, a nie do wewnętrznego spięcia, jest możliwa. Nie musi oznaczać zaciskania zębów, tłumienia emocji ani rezygnacji z tego, co cieszy. Może stać się drogą do głębszego kontaktu z własnym sercem, z tym, co autentyczne i prawdziwe.

Na duchowej ścieżce nietrudno jednak zboczyć z drogi. Tam, gdzie miała być wolność, wkrada się napięcie. Tam, gdzie miała być ufność – pojawia się kontrola. Tradycja duchowa i doświadczenie psychologiczne od dawna pokazują, że człowiek potrafi pomylić współpracę z łaską z próbą samodzielnego wywołania słońca. 

Jedną z takich pomyłek jest pelagianizm.

Pelagianizm to przekonanie, że wszystko zależy ode mnie. Jeśli tylko się postaram, wystarczająco zorganizuję, wymodlę, wyposzczę – osiągnę duchową pełnię. To jak próba ręcznego wschodu słońca: mogę wstać wcześniej, ćwiczyć dyscyplinę, ale światło i tak nie przyjdzie na moje zawołanie. W tej postawie pojawia się napięcie, które odbiera radość. Duchowość staje się zadaniem do wykonania, a nie spotkaniem, które rodzi się w relacji.

Na drugim biegunie leży kwietyzm – ciche przekonanie, że nic ode mnie nie zależy. Że trzeba po prostu czekać, aż łaska sama wszystko naprawi. To jak siedzenie w ciemnym pokoju z nadzieją, że promienie słońca same znajdą drogę przez zasłonięte okna. W tej pozornej ufności kryje się rezygnacja, która stopniowo gasi życie wewnętrzne.

Obie postawy – pelagiańska i kwietycka – wyrastają z tej samej ludzkiej potrzeby: pragnienia pewności. Jedna szuka jej w działaniu, druga w bierności. Obie gubią jednak to, co najistotniejsze – dynamikę relacji. Duchowe życie nie jest ani projektem do zrealizowania, ani snem, który sam się spełni. Jest dialogiem. Ruchem pomiędzy łaską a odpowiedzią, pomiędzy zaufaniem a zaangażowaniem.

Kiedy ta równowaga zostaje zachwiana, asceza przestaje być przestrzenią życia. Staje się albo napięciem, albo bezruchem. A przecież jej sens nie leży w doskonałości, lecz w żywym rytmie serca – w zdolności, by współbrzmieć z tym, co większe od nas, nie próbując tego ani wymusić, ani zatrzymać.

Z tej samej potrzeby kontroli lub bezpieczeństwa rodzą się dziś subtelniejsze formy dawnych błędów: idealizm i formalizm, ale o nich napiszę w kolejnych postach...

wtorek, 3 czerwca 2025

Asceza organiczna - powrót

Jakiś czas temu zostałam poproszona o napisanie cyklu artykułów na temat środków ascetycznych dla kwartalnika "Dzwon wierności". Temat nie jest mi obcy – pojawiał się już kiedyś na blogu i towarzyszył mi długo w duchowej i osobistej drodze. Jednak dziś widzę go inaczej. Nie jako zbiór zasad do wdrożenia, nie jako wysiłek woli wpisany w harmonogram dnia. Raczej jako coś, co wyrasta z życia – z jego ran, paradoksów i niezrealizowanych scenariuszy.

Dawniej podchodziłam do ascezy jak do narzędzia – precyzyjnego, logicznego, trochę idealistycznego. Dziś próbuję ją zobaczyć bardziej organicznie: nie jako konstrukcję narzuconą z zewnątrz, ale jako coś, co może wzrastać razem z człowiekiem, jeśli tylko da mu się przestrzeń. Szukam punktów styku między duchowością a psychologią, między ciałem a duszą, między codziennością a tym, co ją przerasta.

Z czasem będą się tu pojawiać treści, które wracają do ascezy – nie w jej podręcznikowym wydaniu, ale jako ścieżki dojrzewania przez codzienność, psychologię, duchową praktykę. Takiej, która nie trzyma się sztywno wcześniejszych ram, a jednak – albo właśnie dlatego – prowadzi głębiej.



piątek, 24 stycznia 2020

Napięcie to suma potencjałów

Od września studiuję fizykę, zapewne dlatego skojarzyło mi się na tytuł tego wpisu "porozmawiamy o napięciu". Napięcie jako wielkość fizyczna do suma przyłożonych potencjałów. Szczerze mówiąc, wciąż najmniej ekscytującym działem jest dla mnie prąd elektryczny, ale akurat to porównanie mi się podoba.

Każdy z nas nosi w sobie potencjał. Jedną z wielu składowych tego potencjału jest temperament (o temperamentach rozpisywałam się na blogu już 4 lata temu). Spotkania dwóch potencjałów rodzą zawsze napięcia - nie myślę tu nawet o negatywach. Po prostu tak jest. Gdzie spotykają się ludzie, tam powstają przeróżne emocje (od tych miłych sympatycznych do tych frustrujących i wybuchowych). I tak sobie myślę, po raz kolejny, że świadomość swojego potencjału, a w nim świadomość swoich mocnych i słabych stron połączona ze świadomością, że każdy jest inny (i ma do tego prawo, bo taki został stworzony) jest błogosławieństwem w kontakcie z innymi ludźmi. Gdy zrozumiem siebie, zrozumiem lepiej również innych, a nasze spotkania będą miały napięcia na odpowiednim i akceptowalnym dla obu stron poziomie.

Ostatnio bardzo lubię kanał "Nieprzeciętne życie". Znajduję tam wiele pomocy dla młodzieży do szkoły i nie tylko. Aktualnie przygotowuję spotkanie na temat temperamentów dla grupy rodzin. Podrzucam Wam filmik, który znalazłam. Autor w przyjemny i przystępny sposób przedstawił różnice między temperamentami. Nie zgadzam się tylko ze stwierdzeniem, że człowiek może być mieszaniną tylko dwóch temperamentów. Myślę, że może być mieszanką wszystkich czterech. Można przyjąć, że autorowi chodziło o to, że najsilniejsze cechy będę dostrzegalne tylko w dwóch i to nie w tych przeciwstawnych... Zresztą zobaczcie sami... Nauka o czterech temperamentach jest wiekowa i niedoskonała, chociaż nadal uważam, że wystarczająca na potrzeby rozeznania siebie. 


Przy okazji podrzucam film o różnych rodzajach inteligencji (z jakiegoś powodu autor pominął 8 typ inteligencji - mianowicie inteligencję przyrodniczą). Jest to temat dla mnie ostatnio popularny ze względu na profesję nauczyciela. Poznać wszystkie typy inteligencji to lepiej zrozumieć uczniów, którzy są w szkole i lepiej wykorzystać ich potencjały. Przy okazji zachęcam, żeby sobie samemu sprawdzić dominujący typ. Zrobiłam sobie test w zeszłym roku i zdziwiłam się wynikiem. Byłam przekonana, że najwięcej wyjdzie mi przy logiczno-matematycznej, a tu niespodzianka - dwie najsilniejsze to interpersonalna i intrapersonalna... Jak się nad tym głębiej zastanowiłam, to ma to sens...

niedziela, 12 maja 2019

Weekend kobiet

Patrzę na te zdjęcia co dzień i się zastanawiam co napisać... To był wyjątkowy czas. Miejsce było wyjątkowe, ludzie byli wyjątkowi, atmosfera była wyjątkowa... Jak wskazuje napis na pierwszej fotografii był to Weekend Kobiet organizowany przez Ludzi Pełnych Życia. Druga fotografia wskazuje miejsce - Sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej w Otwocku koło Warszawy. Jedno w połączeniu z drugiem dało bardzo pozytywny zastrzyk babskiej energii. 


Zawsze miałam więcej kolegów. To z nimi rozmawiało mi się łatwiej. Pewnie dlatego, że jestem siostrą trójki braci. Teraz jednak, jako żona i mama, mam więcej koleżanek i bardzo to sobie cenię. Z zazdrością czytam historie starotestamentalne, gdy kobiety żyły razem w małych wspólnotach, wspierając się w wychowywaniu dzieci i codziennym życiu. Kto Cię zrozumie lepiej niż inna matka czy żona?... Dlatego zdecydowałam się pojechać na to spotkanie. Zabrałam kilka koleżanek... Weekend przerósł moje oczekiwania. Właściwie nie miałam oczekiwań - chciałam spędzić czas w miejscu, które kocham i z miłymi ludźmi. W pakiecie dostałam ogromną dawkę pozytywnej energii - stawy szczękowe bolały mnie od ciągłego uśmiechu i śmiechu. Otrzymałam też impulsy do przemyśleń i zachętę do "ciekawych" ćwiczeń... Specjalnie nie zdradzam szczegółów... Trzeba pojechać, doświadczyć... Tylko kobiety potrafią płynnie przechodzić z tematu na wskroś przeszywającego serce bólem, do żartów na temat swoich niedoskonałości. Były momenty, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia... 

Spotkanie to otworzyło we mnie również potrzebę wrócenia do tematu ideału kobiety. To od zbioru myśli o. Kentenicha "Ideał kobiety Stereotyp czy pociągający wzorzec?" zaczęłam moje rozmyślania nad sobą kilka dobrych lat temu... Przejrzałam moje stare zapiski. Szok! Ile tam treści i głębi... zaskakuję samą siebie... Co jest dowodem na to, że warto spisywać swoje przemyślenia. Za dekadę posłużą one do nowych starych odkryć.

niedziela, 18 listopada 2018

Moje uczucia

Jest tyle różnych uczuć we mnie... Większość ciepłych, dobrych, wdzięcznych, wynikających z głębokości relacji z Bogiem oraz z zażyłych więzi z ludźmi... 

Więc, po pierwsze - tęsknię bardzo, ale to pozytywne uczucie... bo to znaczy, że jest coś więcej... Ta tęsknota to takie pragnienie serca.. serca, które dzieli się na mnóstwo kawałków, przy każdym zostawiając swoją cząstkę. Wiem, że to melancholik, ale tak jest... Cała... z duszą poety... Nie umiem się wyrażać z prostych rozmowach, potrzebuję się wyrażać w słowach zawiłych... Proste słowa są za małe by opisać rzeczywistość...

Po drugie - wdzięczność... codziennie od nowa dziękuję... szczególnie za to co daleko, za to czego doświadczyłam, za każdy sukces, a jeszcze bardziej za porażki, za świadomość, za odwagę i samodzielność...

Po trzecie - duma i zachwyt nad sobą - pewność drogi, dawno nie czułam się tak bardzo na swoim miejscu w świecie... mimo iż do realizacji celów blokują mnie ciemne myśli, jestem zadowolona z siebie... paradoks... 

Są we mnie też inne uczucia - te które nie przynoszą mi pokoju, te, które mnie biczują - oczekiwanie na wolność, zgoda na śmierć dziecka, niezgoda na niezasłużone cierpienie matki, zmęczenie codziennością, brak dzielności w niesieniu wszystkich poprzednich... 

Czasem czuję się taka niedoskonała... Odpychałam to gdzieś, ale po śmierci tej dziewczynki, nie mogę dłużej udawać, że jest super, a ja jestem super gotowa i super dzielna... Nie mogę o tym pisać.. nie mogę o tym gadać... nawet nie chodzi o to żeby to wygadać... Najważniejsze, żeby mi się udało to oswoić - uświadomić sobie, że cokolwiek nie pomyślę, nie jestem zła... że cokolwiek nie pomyślę, Pan Bóg nie zmieni o mnie zdania i dalej będzie mnie kochał... 

Wczoraj pewna dziewczyna napisała mi całkiem w innym kontekście "Ania, jest w Tobie tyle dobra"... nie pasowało to do niczego.. ot taki głos... ale przyniósł mi trochę spokoju... na tyle by dopuścić myśl, że jest jak jest, i to co myślę nie przekreśla mnie...

poniedziałek, 26 września 2016

Wędrowcy

Quidquid agis, prudenter agas et respice finem
Cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca.
Owidiusz


Dwa lata temu w auli św. Pawła odbyło  się niesamowite spotkanie. Z okazji 100-lecia Ruchu Szensztackiego, papież Franciszek odpowiedział na pytania zebranych członków różnych wspólnot szensztackich. Między innymi padły słowa:

"Dlatego też nie bójcie się wyruszać w drogę. Jednak gdy spotkamy na niej jakieś piękne i przyjemne miejsce, nie zatrzymujmy się. Mamy być wędrowcami a nie włóczęgami. Wychodzimy w konkretnym celu, a nie po to, by kluczyć w labiryncie nas samych."
(26 października 2014 r., 
papież Franciszek do Ruchu Szensztackiego)

źródło: www.szensztat.pl
Całe poznanie siebie, przeszukiwanie wnętrza, szukanie ideału osobistego nie może stać się kluczeniem w labiryncie nas samych.

Moim celem jest świętość, apostolstwo, Niebo... Nie chcę się się zatrzymać w tym pięknym miejscu jakim jest odkrycie mojego "ja". Dotarłam do siebie, cieszę się tym, ale moja droga jeszcze się nie skończyła. Chcę być wędrowcem - patrzę do przodu, na cel, na "koniec".  Coś tam przede mną się odsłania - jakieś pomysły na przyszłość, zadania i wyzwania... Mimo, że nie widzę ich wyraźnie, to wierzę, że będą mnie prowadziły do celu. 

Jack Canfield pisze, że gdy poznasz swój cel, powoli będą się przed Tobą odkrywały ścieżki prowadzące do niego. Warunek: musisz mieć cel, "patrzeć końca". Coś w tym jest. 

Cokolwiek czynisz < gdy podejmujesz decyzje, co dalej robić > 
... czyń rozważnie < rozmyślaj nad tym, planuj >
... i patrz końca < nie czekaj na koniec, ale wpatrzony w cel idź do przodu, nawet jeśli dziś nie wyraźnie widzisz drogę >

Jestem podekscytowana z powodu tego co przede mną. Życzę Tobie tego uczucia - entuzjazmu, wiary w Boże prowadzenie i wytrwałości w dążeniu do celów! 

niedziela, 17 lipca 2016

Wolność part I

„To bardzo ważne, by człowiek umiał zmieniać od czasu do czasu punkty swego widzenia świata. Nie wolno przywiązywać się do jednego okna. Zmieniać punkty widzenia to wznieść się ponad siebie, ponad własne uczucia, własne interesy, to patrzeć na siebie tak, jak by się było kimś innym. Jakiś stopień wolności jest warunkiem myślenia. Wolność przypina człowiekowi skrzydła. Dzięki tym skrzydłom człowiek może unieść się ponad swój mały świat. Może popatrzeć na siebie z zewnątrz. Dopiero porównując wewnętrzny i zewnętrzny obraz samego siebie, może człowiek przybliżyć się do prawdy”. 
/ks. J. Tischner/


Tak to chyba jest, że dopóki nie wzniesiesz się ponad siebie, nie przekroczysz swojego sposobu myślenia to nigdy nie dowiesz się kim tak naprawdę jesteś.


Kiedyś miałam takie postanowienie, że codziennie będę rozmyślać o wolności - czym ona jest dla mnie, jak ją rozumiem, jak ją opisuje Ewangelia, co na jej temat mówią mistrzowie życia duchowego...

Rozmyślając, poddawałam się różnym "eksperymentom" związanym z wolnością - wypowiadałam się w sposób wolny obserwując otoczenie; uwalniałam się od swojego zdania poprzez niewypowiadanie go; pytałam choć nie wypadało; pozwoliłam sobie na wolność myśli; nie trzymałam się kurczowo swojego zdania; obserwowałam siebie stając z boku - jadłam rzeczy, których wcześniej nie próbowałam, zaczęłam jeździć samochodem, przekraczałam swoje lęki np. lęk wysokości sforsowałam dobrowolną  przejażdżką gdańskim kołem młyńskim... Każda próba miała na celu pokazanie sobie samej jak wiele drzemie we mnie możliwości - jeśli tylko rozprostuję skrzydła, jeśli zacznę w sposób wolny podejmować decyzje.

Nie mówię, że każda moja decyzja jest mądra i dobra - każdy błądzi... Uczę się na błędach, ale nie powstrzymują mnie one przed kolejnym krokiem. Mam takie wrażenie, że raz odzyskaną wolność wewnętrzną trudno zamknąć z powrotem w klatce. W każdym razie, chcę bardzo, żeby tak było... dlatego staram się regularnie korzystać z sakramentu pokuty, żeby poczucie własnej beznadziejności nie zabierało mi tej wolności oraz pewności obranej drogi... Ostatecznie, bez Bożej łaski człowiek sobie sam nie poradzi nawet z najpiękniejszymi i najszczytniejszymi celami!

poniedziałek, 27 czerwca 2016

"Jesteś swoją przeszłością"

 

Co ja mogę, że uwielbiam słuchać o. Adama Szustaka. W materiałach jakie publikuje na swoim kanale "Langusta na palmie", a jest tego mnóstwo, każdy znajdzie coś poruszającego. Nie ważne w co się wierzy, a w co nie, tam nie ma nawracania na siłę. Jest za to dużo miłości i dużo życiowej mądrości... 

Odcinek vloga, który dziś prezentuję, dotyczy przeszłości, w szczególności tego co w niej trudne... "Jesteś swoją przeszłością" - mówi o. Adam. Nie uciekniesz od tego co Ciebie ukształtowało. Wielu mądrych mówiło: zostaw co było, zapomnij i idź do przodu... Czy to metoda? U mnie się nie sprawdziła. Dopiero, gdy zaakceptowałam moje życie w całości, dopiero gdy niemalże pokochałam wszystkie trudne miejsca w mojej historii, zaczęłam tak naprawdę iść do przodu. Przeszłość przestała być balastem, a stała się błogosławieństwem. 

Usiądź dziś na ławce z o. Adamem. Posłuchaj i porozmyślaj. "Spójrz na swoją historię... i ucałuj ją"...

środa, 6 stycznia 2016

Świadomość temperamentu

Dzisiejsza rozmowa z przyjaciółką natchnęła mnie do napisania jeszcze paru słów o temperamentach. Pamiętacie - choleryk, sangwinik, melancholik i flegmatyk... Wielokrotnie wspominałam temperamenty przy różnych okazjach... Dziś chciałabym podejść do nich z innej strony.

Do tej pory pisałam o temperamentach, jako takich, które po prostu są. Dzięki określeniu temperamentu (mieszanki temperamentów) wiemy dlaczego reagujemy tak, a nie inaczej, dlaczego lubimy to a denerwuje nas tamto. Zastanawiam się, ile razy zrzuciliśmy winę za to czy owo, właśnie na temperament. "Ja jest wybuchowa, bo tak już mam, jestem cholerykiem", "nigdy nie zapomnę, jestem melancholikiem", "ja to flegmatyk, e tam..." czy "szybko, szybko, nie ma czasu, teraz i już, bo mój sangwinik ma słomiany zapał"... Jeśli chowamy się za podobnymi wymówkami, to prawdopodobnie nasza świadomość temperamentu jeszcze jest bardzo słaba. O co chodzi...?

Rozpatrzmy kilka słabszych cech, bo to z nimi mamy większy problem.

Jeśli np. masz słomiany zapał sangwinika i wiesz o tym. Możesz powiedzieć "nic mi nie wychodzi, bo mam słomiany zapał", ale możesz też uświadomić sobie "hmm... mój sangwinik ma słomiany zapał, ale to nie znaczy, że ja muszę taki być". Nie wyszło Ci za pierwszym razem, to spróbujesz jeszcze raz, tak jakby na przekór sangwinikowi. Masz problem z zapisywaniem notatek, będziesz właśnie zapisywał świadomie i powoli, bo wiesz, że jakaś część Ciebie zrobi wszystko, byś się poddał...

Jeśli np. nic Ci się nie chce, albo ciągle robisz na skróty możesz powiedzieć "my flegmatycy to już tak mamy", ale możesz też świadomie i z premedytacją się zaktywizować, właśnie dlatego, że nie jesteś aktywny...

Nie wiem czy rozumiesz o co mi chodzi... Wygląda trochę jak walka z wiatrakami, no bo przecież "ja tak mam!". Nie! Nie masz. Za to masz w środku coś co Ci "każe" takim być... a to różnica.

Wszystko można przepracować. Pamiętliwość melancholika również. Po co ciągle powtarzać " ja nigdy tego Ci nie zapomnę, bo już taka jestem". Można przecież zanim słowa wydostaną się z ust, uświadomić sobie, że to melancholik we mnie nie chce bym zapomniała, ale ja się powstrzymam od komentarza - i wierz mi, gdy przestaniesz to mówić głośno, coraz rzadziej będziesz to sobie przypominać, to może całkiem nie zapomnisz, ale w końcu już nie będzie to takie ważne. To melancholik każe Ci o tym pamiętać. Tak samo z perfekcjonizmem. Dobrze wykorzystany perfekcjonizm jest super, ale niestety "my melancholicy" przesadzamy i wszystko musi być po naszemu i po takiemu idealnemu. Okazuje się, że jak jest w połowie idealnie to i tak cała reszta jest zachwycona. Melancholik zabiera nam 50% luzu, czasu i dokłada stresu. A wystarczy o tym pomyśleć i spróbować mu się przeciwstawić- nie zrobić na odczepnego, ale trochę pozwolić innym coś zrobić po ichniemu... A potem obserwować efekty... Uświadomiony perfekcjonizm jest czymś fantastycznym. Wymaga trochę pracy i przełamania się, ale warto eksperymentować.

Na choleryka też są sposoby. Przepracowałam osobiście. Zawsze mam rację, przepraszam... mój choleryk zawsze wie najlepiej. I właśnie dlatego zanim powiem ostatnie słowo, uświadamiam sobie to, że to subiektywna opinia mojego choleryka i zagryzam zęby, pozwalając się wypowiedzieć innym.

Świadomy choleryk będzie mądrym przywódcą, a nie bezmyślnym dyktatorem.
Świadomy melancholik będzie głęboki, a nie skryty, dokładny, ale nie obsesyjny czy maniakalny.
Świadomy flegmatyk będzie umiał zachować dystans, ale nie będzie leniem.
Świadomy sangwinik będzie zarażał radością i entuzjazmem, a nie ulegał huśtawkom nastrojów.

... każdy mógłby dopisać swoją listę cech i rozwinąć ją analogicznie... polecam. Bycie świadomym naprawdę pomaga, nie tylko w relacjach z ludźmi, ale przede wszystkim w stosunku do siebie.

niedziela, 6 grudnia 2015

Ambasador

Czesław Miłosz napisał: 

“A więc pamiętaj, w trudną porę 
- marzeń bądź ambasadorem”. 


Ambasadorem czego Ty jesteś? 


Gdy przychodzi trudny czas, wszystko się zachwieje. Zostaje tylko ta wewnętrzna Boża iskra wlana w człowieka przy stworzeniu - ideał osobisty.
Zatem... gdy przyjdzie trudna pora, co będziesz mimo wszystko reprezentował? 
Miłość, wierność, sprawiedliwość, troskę o słabszych. wiarę w marzenia...? 
Gdy zawali się wszystko wokół Ciebie, co zaniesiesz ludziom?

piątek, 2 października 2015

DPD a PE

Wiele osób ma problem z rozróżnieniem i oddzieleniem DPD (duchowy porządek dnia) od PE (Particular Examen czyli postanowienie szczegółowe). Chociaż oba narzędzia mają służyć wzrostowi człowieka, mają różne zadania.

Postanowienie szczegółowe jest konkretną pracą nad sobą. Jeśli chcę coś wypracować, zmienić w sobie czy po prostu zbliżać się do ideału osobistego, to właśnie za pomocą PE. Jedna rzecz na miesiąc - organiczny wzrost...

Duchowy porządek dnia nie służy stricte do pracy nad sobą. W odróżnieniu od PE ma:
- porządkować życie, według swoich własnych, wypracowanych zasad;
- wprowadzać Bożą harmonię w człowieku - zabezpieczać wszystkie sfery człowieka (relację z Bogiem, relacje z ludźmi oraz miłość własną...);
- rozwijać życie religijne;
- służyć samopoznaniu i samoakceptacji;
- pomagać zapracowanemu człowiekowi w tworzeniu swojego stylu życia;
- kształtować rodzinę, świat, społeczeństwo...

Jest jeszcze jedna sprawa... O ile w DPD plusy i minusy mają znaczenie drugorzędne (zaraz o tym napiszę), to wypełnienie postanowienia szczegółowego w ciągu dnia jest priorytetowe. Ojciec Kentenich wręcz zachęcał, aby za niewypełnione postanowienie nakładać sobie pokuty. Jeśli chcemy się zmieniać na lepsze, musimy do tego naprawdę poważnie podejść. Fakt, że z postanowienia rozliczam się podczas spowiedzi, świadczy o wadze tego narzędzia w moim życiu duchowym.

Co innego DPD. W moim odczuciu (podkreślam "w moim") celem DPD nie jest wypełnienie tabelki plusikami, ale obiektywne spojrzenie na siebie - i na plusy i na minusy. To spojrzenie pomaga mi rozeznać co jest moje, co się ze mną dzieje, nad czym warto pracować.

Na początku pracy z DPD zależało mi żeby były plusy i tylko plusy, więc spinałam się, aby wszystko rzetelnie w ciągu dnia wypełnić. Do tego stopnia, że jak miałam punkt: "czytanie Pisma Świętego", to po powrocie z jakiegoś wyjścia o godzinie pierwszej w nocy, siadałam i czytałam, żeby zaznaczyć plus... Udało mi się może przez dwa tygodnie... Potem zaczęły się minusy i rozczarowanie... Obserwując to zjawisko, zauważyłam, że coś tu nie gra... Jakiś czas mi zajęło psychologiczne zaakceptowanie minusów. W dalszych analizach ostatecznie uznałam, że nie chodzi o same plusy. Myślę, że z rok trwało, żeby zobaczyć na podstawie zapisanych tabelek, co mnie buduje, co nie. Do dziś kształtuje się mój styl życia, zmieniają się warunki, okoliczności, rok liturgiczny... Mój DPD nie jest stały, ale są w nim stałe punkty, które są kluczowe dla mojej osobowości.

Kiedy już zaczniesz zapisywać swoje tabelki, pamiętaj o tym, by zachować dystans... Minus nie znaczy, że Ci nie wyszło, tylko, że tego dnia nie coś nie zaistniało. Dlaczego nie zaistniało? - to już inne pytanie.

Ostatni przykład na dziś: Nie pracuję zawodowo, opiekuję się córką, a co za tym idzie siedzę w domu. Jeden z moich punktów w DPD to "wyjście z domu" (potrzebuję oddechu i dystansu...). Zauważyłam, że gdy przy tym punkcie minusy utrzymują się dłużej niż 3-4 dni, zaczynają się pojawiać również w innych rubrykach, np. w tej która zabezpiecza moje relacje z mężem. Niestety, gdy nie łapię dystansu, tracę cierpliwość... itd... Piszę to jako przykład analizy swoich punkcików, a także aby pokazać, że to narzędzie ma wiele zastosowań...

------

Może Ci się wydać to wszystko trochę chaotyczne... Pewnie tak jest, bo trudno mi ubrać wszystkie treści metodycznie czy systemowo w całość. Sama jestem w drodze i każdego dnia dostrzegam nowe rzeczy... co mnie niezmiernie cieszy. Mam nadzieję, że z kolejnymi wpisami, znajdziesz dopowiedzenia czy wskazówki, których wciąż brakuje. Jeśli nie, to pamiętaj, że masz być samodzielny i odważny!

środa, 30 września 2015

Łaska buduje na naturze

Wszystkie nasze zmagania w drodze do świętości byłyby skazane na porażkę, gdyby nie Boża łaska - dana nam za darmo, z miłości... To dzięki niej mamy siłę ruszać z miejsca, powstawać z niepowodzeń, dążyć do doskonałości. To ona doskonali naszą naturę. Jak mówił św. Tomasz z Akwinu "łaska buduje na naturze". Ks. Kentenich bardzo często odnosił się do tych słów w kontekście samowychowania. Co to w ogóle oznacza? 

Czasem tak jest, że tak strasznie chcemy być święci, że zapominamy, że jesteśmy tylko ludźmi. Gdy moje ciało albo psychika niedomagają - jestem zmęczony, głodny, sfrustrowany czy przytłoczony codziennością, nie mam zaspokojonych potrzeb pierwszego rzędu - łaska ma do mnie ograniczony dostęp. Sam się na nią niejako zamykam. Niestety... A my nadal chcemy, żeby wszystko było takie święte, więc modlimy się więcej, dłużej, wyrzekamy się siebie (w negatywnym ujęciu) jeszcze bardziej... Co tak naprawdę prowadzi nas do jeszcze większego zdołowania... Bo natura niedomaga. Tu potrzeba pewnej dozy zdrowego rozsądku, refleksji, co dla mnie teraz jest ważniejsze? Czy ta trzecia część różańca, czy sen?

Przykład z mojego podwórka: piątek w czasie Wielkiego Postu, jedyny dzień w miesiącu, że może przyjść pani pielęgniarka i zostać z naszą niepełnosprawną córką. Pojawia się dylemat, co robimy? Pęd do nadprzyrodzoności mówi: Droga Krzyżowa. Natura podpowiada: czas ze sobą. Wybraliśmy siebie, bez poczucia winy. Wiemy, że najpiękniejsza modlitwa nie zabezpieczy naszych więzi. 

Łaska buduje na naturze... Dlatego musimy się w tą naturę wsłuchiwać. Dlatego w naszym DPD powinny znaleźć się punkty zabezpieczające potrzeby naszej natury. Ks. Kentenich wyraził to m.in. w ten sposób:

„To nie muszą być tylko ćwiczenia religijne. Przykład: Pracuję dniem i nocą, a moje zdrowie?! Wówczas do DPD ma trafić punkt o trosce o zdrowie. To więc powinno być zapisywane (w DPD), co wymaga ode mnie agere a proposito (czego nie czynię jeszcze po prostu z samej natury, naturalnie...)”.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Oblicza Miłości

Powiedz mi, jaka jest Twoja Miłość,
- a ja powiem Ci kim jesteś.
/Jan Paweł II/


Jako, że Bóg jest Miłością i posłał Syna na świat by nam Miłość pokazał i uczył nas Miłości, to wszyscy jesteśmy do tej Miłości powołani. Jeśli chcemy to powołanie świadomie realizować, warto by się bliżej przyjrzeć tematowi...

Miłość ma różne oblicza, to chyba nie podlega dyskusji. Jest również mnóstwo sposobów okazywania miłości. Słowo MIŁOŚĆ u każdego z nas zrodzi różne refleksje. 

Pierwsza myśl to kogo kocham? Jeden pomyśli o dzieciach, rodzicach, rodzeństwie... Inny o mężu, żonie, chłopaku, dziewczynie... Jeszcze inny o przyjaciołach... Kolejny o biednych, chorych, samotnych, słabszych... Znajdą się i tacy, którzy pomyślą ogólnie o człowieku bądź grupie ludzi. 

Druga myśl to jaką miłością kocham? Tu przychodzą mi do głowy dwa wątki:

1. Cztery pojęcia określające miłość: eros, philia, agape i caritas rozwinięte w encyklice Benedykta XVI "O miłości chrześcijańskiej" (przy okazji polecam lekturę)
- eros - miłość pożądliwa, popędowa, pełna sentymentu, tęsknoty, oczarowania
- philia - miłość przyjaźni, wolna od zmysłowości, lojalna, wierna
- agape - typ miłości bezwarunkowej, opartej na duchowej więzi
- caritas - miłość wyrażająca się w działaniu na rzecz słabych, zagubionych, samotnych, chorych, miłość miłosierna

2. Pierwszy List do Koryntian rozdział 13.

... Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;  nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.  Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje,

Jaki przymiot miłości jest moim? Kocham cierpliwie, łaskawie? Kocham bezinteresownie? Zazdroszczę?... Jeśli uda się nam realizować wszystkie Pawłowe przymioty Miłości, to wierzę mocno, że będziemy jedną nogą w Niebie. 

Na każdego działa słowo MIŁOŚĆ. Każdy kocha i chce być kochany. Wszyscy znamy mnóstwo sentencji o miłości. Ks. Twardowski napisał w jednym wierszu zdanie, które za mną chodzi już od czasów liceum "...i zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz".

Która z myśli o miłości najbardziej odciska się w Twoim sercu? ... Czy wiesz dlaczego? ...

sobota, 28 marca 2015

Resume

Przed nami Wielki Tydzień. Będzie wiele okazji do skupienia i medytowania nad Tajemnicą Wiary - Tajemnicą Śmierci i Zmartwychwstania. Może warto wykorzystać ten czas również na spojrzenie w siebie.

W minionych tygodniach otrzymaliśmy dużo impulsów do rozmyślań. Nie chodzi mi o wpisy na moim blogu, ale ogólnie o wszystkie treści płynące z otaczającego nas świata. Przydałoby się je zebrać, przesiać przez własne filtry. Zorientować się, które są przeznaczone konkretnie dla nas, co możemy z nimi zrobić...

Jeśli przeszedłeś zaproponowaną przeze mnie drogę poznania siebie, popatrz na swoje zapiski. Uzupełnij je. Jeśli jeszcze nic nie zapisałeś, to usiądź i zapisz. Może w tych świętych dniach dana Ci będzie łaska poznania Twojego imienia - ideału osobistego. Nie przejmuj się i nie martw jeśli nic nie stanie się jasne. Szukanie w sobie myśli Boga wymaga czasu...

Przy okazji przygotowań do Świąt Zmartwychwstania będzie wiele okazji do przyglądania się sobie: w działaniu, w modlitwie, w odpoczynku, w spotkaniach z przyjaciółmi i rodziną.... Warto o tym pamiętać. W codzienności szukajmy odpowiedzi na pytania: "kim jestem?", "jaki jestem?", "kiedy jestem prawdziwy?", "po co jestem?", "do jakiego zadania zostałem powołany?"...

Ja znikam na chwilę...  Po Wielkanocy będę pisać dalej. Mam jeszcze w głowie parę myśli, które nie zdążyły zostać przemienione na słowa.

Tobie i Wam życzę owocnego Świętego Czasu i radości w przeżywaniu Tajemnicy Zmartwychwstania!

wtorek, 24 marca 2015

Symbole

Wielką pomocą na drodze poszukiwania ideału osobistego są symbole.

Jaki symbol przemawia do Ciebie i dlaczego?

To mogą być przeróżne rzeczy.
- w przyrodzie: potęga gór, błękit nieba, zieleń łąk, spadające jesienią liście, szum morskich fal, śpiew ptaków, siła wiatru, ciepło ogniska, szybujący orzeł, klucz ptaków...
- w kościele: tabernakulum, kielich, płomień świecy na ołtarzu, krzyż, witraże...
- wszędzie...

Często w symbolach ukryte są nasze pragnienia, nasze mocne strony. Symbole otwierają nas na świat, który wyrażają. Pomagają nazwać nienazwane i nienazywalne.

Modlitwa

Czy posiadasz jakąś ulubiona modlitwę? Może jakiś inny sposób kontaktowania się z Bogiem?

Nawet jeśli masz problem z modlitwą jako taką, na pewno masz swoja ulubioną... Krótki akt strzelisty, konkretną modlitwę, może jakąś pieśń, którą chętnie śpiewasz... Może sam ułożyłeś swoją modlitwę. A może jest to jakiś psalm albo inny fragment Pisma Świętego?

Warto się zastanowić, dlaczego akurat ten tekst, ta modlitwa, ta pieśń... Może wiąże się z jakimś przeżyciem, które łączyło się z Twoim osobistym spotkaniem Boga? Może w tym spotkaniu Bóg nadał Ci imię - ideał osobisty?

Ja swój ideał osobisty odkryłam, właśnie dzięki tekstowi pewnej piosenki...

niedziela, 22 marca 2015

Ideał osobowości i zadania

O. Kentenich w 1935 roku powiedział:

Można rozróżnić ideał osobowości i ideał zadania.

Ideał osobowości: Pan Bóg chciałby, abym był wrażliwszy, a mój umysł bardziej klarowny. Na pierwszym planie chodzi więc o moją osobowość, o samouświęcenie.

Ideał zadania: tu chodzi o moje zadanie, powierzoną mi przez Pana Boga rolę. Bóg tak mnie ukształtował, bym mógł je spełnić.

Pod pojęciem ideału osobistego chcemy widzieć te dwa elementy...
Warto się więc zastanowić nad wzajemnym oddziaływanie między osobowością a zadaniem.
Wychowuję siebie do spełnienia zadania, ale jestem również przez to zadanie wychowywany.

W większości przypadków bardziej jesteśmy formowani przez zadania niż bezpośrednią pracę nad naszym charakterem.

Poznając siebie, odkrywamy przed sobą swoją osobowość, nazywamy siebie, widzimy jaśniej, prawdziwiej. Przy okazji odkrywamy też to, do czego zostaliśmy powołani, rysują się przed nami konkretne zadania, dla których zostaliśmy stworzeni. Zostaliśmy stworzeni właśnie tacy - każdy jedyny i niepowtarzalny, każdy do konkretnej misji, którą wypełnić w sposób doskonały może tylko on sam.

Czemu o tym piszę? Szukając ideału każdy zwróci uwagę na coś innego. Jeden podejdzie od strony osobowości, inny od strony zadania. Każdy podejdzie od dobrej strony.

Po tylu zapisanych stronach w zeszycie (mam nadzieję, że robisz notatki), na pewno coś Ci się wyłania. Dostrzegasz już jakiś zarys siebie. To właśnie to. Im więcej obserwujesz, poznajesz, prosisz Boga o łaskę poznania, tym bardziej ów zarys staje się wyraźny.

sobota, 21 marca 2015

Hierarchia wartości

Na portalach psychologicznych czytamy, że świadomość własnych wartości jest ważna w życiu. Ułatwia podejmowanie decyzji, dokonywanie wyborów. Pozwala rozsądniej planować swój czas i realizować własne cele. Wartości, które pielęgnujemy wiążą się również z ideałem osobistym. Dlatego dobrze by było poznać swoją hierarchię wartości. Uświadomić ją sobie nie tylko po to by odkryć, "kim jestem", ale też po to aby zacząć świadomiej się nią posługiwać.

Jak to zrobić? Nie obejdzie się chyba bez długopisu i kartki, albo nowego pliku tekstowego w laptopie czy tablecie...

Pomyśl co jest dla Ciebie ważne w życiu. Poniżej pomoc w postaci wymienionych wybranych dziedzin, które mogą mieć znaczenie dla człowieka. To otwarta lista... Dla każdego może się liczyć w życiu co innego. 
  • sfera duchowa (religia, modlitwa, apostolstwo, mistyka...)
  • rodzina (relacje z rodziną, małżeństwo, macierzyństwo, ojcostwo, braterstwo...) 
  • związki międzyludzkie (miłość, przyjaźń, komunikacja...)
  • samorealizacja (rozwój osobisty, wykształcenie, rozwijanie talentów...)
  • praca (rodzaj pracy, relacje szef-pracownik, kariera, podejście do pieniądza...) 
  • społeczeństwo (zaangażowanie społeczne, projekty, przynależność do grup społecznych, polityka...)
  • relaks (przyjemności, zabawa, czas dla siebie...)
  • zdrowie (fizyczność, kondycja, diety, troska o zdrowie...)
  • ...
  • ...
  • ...
Wypisz sobie wszystkie wartości jakie przyjdą Ci do głowy. Nie szereguj ich jeszcze. Po prostu spisz. Potem dopiero, jak już lista będzie gotowa (kiedyś może jeszcze do niej wrócisz i uzupełnisz), uszereguj je. Nadaj wartości cyfrowe (0 - nieważne, 10- najważniejsze) albo spisz od najważniejszej do najmniej ważnej. Bądź z sobą szczery. Popatrz na siebie. Jesteś bardzo wartościowym człowiekiem!

czwartek, 19 marca 2015

Tak jak Maryja

W poprzednim poście pisałam o Chrystusie. Dziś parę słów o Maryi. Mimo, że była Ona wyłącznie człowiekiem, to dzięki działaniu Bożej łaski w pełny sposób odzwierciedla wszystkie przymioty Swojego Syna. Jeśli Chrystus jest Sprawiedliwością, to Maryja jest Zwierciadłem Sprawiedliwości. Nie damy rady w pełni być jak Ona, ale nasz ideał osobisty z pewnością się zawiera w Jej Ideale.

Przemyśl:
Jaką Matkę Bożą widzisz gdy zamykasz oczy?
Czy jest to Maryja wędrująca z pośpiechem w góry do Elżbiety, czy Maryja interweniująca w Kanie, a może Maryja spotykająca Syna na Drodze Krzyżowej? W Piśmie Świętym jest niewiele scen związanych z Matką Bożą. Która najbardziej do Ciebie przemawia?

Może jest Ci bliski jakiś konkretny obraz Matki Bożej...? Matka Boża Nieustającej Pomocy, Częstochowska, Ostrobramska, Fatimska, Piaseczna, Brzemienna... itd... Jeśli porusza Ci się serce na jego widok, to znaczy, że coś w tym jest. Przyjrzyj się sobie. Który przymiot Maryi jest Twoim? Który jesteś w stanie w sposób naturalny rozwinąć?

Jeśli nie przemawia do Ciebie żaden obraz, ani scena biblijna, to możesz zajrzeć do Litanii Loretańskiej. Tam są wymienione wszystkie doskonałe cechy Maryi. Czy nie jest tak, że przy którymś wezwaniu bardziej bije Ci serce?

Przykładowo:
Odmawiasz litanię i przy wezwaniu "Przyczyno naszej radości" czujesz jakieś ciepło w sercu. Może dlatego, że sam dajesz radość innym. Może to Twój ideał <być przyczyną radości>...
A co znaczy, gdy serce drży przy wezwaniu "Bramo niebieska"? Może Ty właśnie poprzez swoją postawę, świadectwo życia, jesteś taką bramą do Nieba dla ludzi, z którymi się spotykasz.

Nie wiem... Strzelam... Musisz pomyśleć, pomedytować sam. A jeśli masz problem z Maryją, z jej kultem, wielkością, polecam lekturę na stronie dominikanów: Dlaczego czcimy Maryję?