środa, 15 lutego 2017

Błogosławieni cisi

pallottine-missionaries-rome.com


„Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, 
bo jestem cichy i pokorny sercem” 
(Mt 11,29)










Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
(Mt 5,5)

W internecie znalazłam mnóstwo treści o tym błogosławieństwie. Jednak najbardziej przemówiło do mnie rozmyślanie pallotyna - ks. Józefa Pierzchalskiego, który redaguje chrześcijański portal kierownictwa duchowego PRZEMIANA. Myślę, że zajrzę na tę stronę jeszcze nie raz. Szczególnie cenne wskazówki do pracy nad sobą działania znajdują się pod koniec tekstu.
Trzecie błogosławieństwo dotyczy „cichości” i wydaje się rzeczą szczególnie intrygującą zgłębienie tej postawy, którą dzisiaj uważamy za mało popularną. Istotnie, słowo „cichość” rzadko jest dziś używane, ale jeśli już się go używa, to z jakimś odcieniem negatywnym: albo jako słabość, szybkie ustępowanie innym, albo, przeciwnie, jako niewzruszoność, obojętność, właściwa człowiekowi, który kieruje się zimnym wyrachowaniem albo celami politycznymi. Najczęściej jednak „cichość” przywodzi nam na myśl człowieka, który daje się łatwo nabrać i nigdy nie potrafi postawić na swoim.

***

Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według serca Twego

wtorek, 7 lutego 2017

Błogosławieni, którzy się smucą

źródło: http://www.mchr.us
Ty zapisałeś moje życie tułacze; 
przechowałeś Ty łzy moje w swoim bukłaku: 
<czyż nie są spisane w Twej księdze?> 
Ps 56, 9







Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

(Mt 5,3) 


Dzisiejszej inspiracji dostarczyła mi s. Martyna Kułak ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów.

"Użyte tutaj greckie słowo <penthountes> dosłownie znaczy „płaczący”, „opłakujący kogoś”, a w najnowszym przekładzie Pisma Świętego (wyd. św. Pawła) przetłumaczono ten werset: Szczęśliwi, którzy cierpią udrękę. Kolejne błogosławieństwo, które wydaje się nielogiczne. Dlaczego Jezus nie mówi: szczęśliwi ci, którzy są radośni? Przecież właśnie radość kojarzy się nam ze szczęściem, a nie płacz i cierpienie. Nie znaczy to oczywiście, że chrześcijanin powinien chodzić smutny, szukać powodów do marudzenia i narzekania. Radość jest wszak owocem Ducha Świętego. To On jest nazwany Pocieszycielem i Obrońcą. Ale mówiliśmy już, że błogosławieństwa są portretem Jezusa. Spójrzmy więc na Niego. Ewangelie mówią nam o tym, że Jezus płakał w dwóch momentach: płakał nad Jerozolimą (Łk 19, 41nn) i przy grobie Łazarza (J 11, 35)."



Porozmyślam teraz trochę o łzach i wrażliwości... i o Bożej obietnicy wiecznej radości, gdy przyjdzie pora... Nie muszę ukrywać, że treść tego rozważania, dla takiego melancholika jak ja, jest pocieszeniem i uspokojeniem...

środa, 1 lutego 2017

Błogosławieni ubodzy w duchu

"Błogosławieństwa, to nie manifest ludzi idealnych, pseudo-pokornych. 
To jest plan, dla nas wszystkich, bardziej i mniej poobijanych przez życie. 
Nie należy ich odczytywać, jako normy, bo kto by ją spełnił? 
Należy je odczytać, jako szansę, w tym, co po ludzku wydaje się przegrane." 



Ewangelia ostatniej niedzieli oraz duszpasterska zachęta księdza proboszcza by przyjrzeć się bliżej ośmiu błogosławieństwom zmotywowały mnie do poszukiwania nowych inspiracji. Przez kolejne tygodnie zajmę się tym tematem. Codziennie znajdę coś na ten temat w sieci, a najciekawszymi materaiłami podzielę się z Wami.

***

"Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie" 
(Mt 5,3) 

Ucieszyłam się gdy znalazłam pierwsze błogosławieństwo omówione przez papieża Franciszka. Jego treść stała się tematem przewodnim Światowych Dni Młodzieży w 2014.
"Pierwsze błogosławieństwo, temat najbliższego Światowego Dnia Młodzieży, głosi, że szczęśliwi są ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. W czasach, gdy tak wiele osób cierpi z powodu kryzysu gospodarczego, zestawienie ubóstwa i szczęścia może wydawać się nie na miejscu. W jakim sensie możemy pojmować ubóstwo jako błogosławieństwo?" 
>> czytaj dalej na stronie http://diecezja.waw.pl/3444


***

Do dalszych rozmyślań: 
- jak konkretnie mogę sprawić, aby ubóstwo ducha przekształciło się w styl życia, aby konkretnie wpływało na nasze życie?
- nad czym konkretnie chcę pracować?

środa, 25 stycznia 2017

W drodze do Damaszku

Codziennie rano słuchamy z Julką radia RMF Classic. Każdego dnia muzyka przeplatana jest ciekawostkami o różnych imionach. Dziś wybrali imię Paweł. Dlaczego? Z radia dowiedziałyśmy się, że dziś jest Święto Nawrócenia św. Pawła Apostoła. 

Caravaggio-The Conversion on the Way to Damascus

W związku z nawróceniem św. Pawła, przypomniała mi się książka, którą czytałam dawno temu: "Mój Chrystus Połamany"... W którymś momencie autor opisuje działanie prawej i lewej ręki Boga. 

Prawa ręka powołuje człowieka bez "problemu", bezpośrednio... jak Jana Apostoła, zobaczył Pusty Grób i uwierzył. Miłość Chrystusa go porwała... tak po prostu...

Lewa ręka Boga ma inny mechanizm powołania. Gdy człowiek nie idzie za prawą ręką, Jezus wyciąga drugą... Lewa ręka sprawiła że Piotr usłyszał pianie koguta i się nawrócił, a Paweł spadł z konia i oślepł od błyskawicy... Ile się Bóg napracował żeby ich powołać.

Tak było z apostołami, a jak jest dzisiaj?

Mogłabym zapytać: Dlaczego nie dałam się uwieść Bogu tak po prostu? Musiałam doświadczyć dotyku lewej ręki Chrystusa, aby zobaczyć jak bardzo Go potrzebuję w moim życiu, jak słaba jestem sama... Mam trochę żalu do siebie (tak po ludzku)... Może gdybym kiedyś była bardziej wsłuchana, otwarta - dziś mniej by bolało... 

Mówi się, że tych powołanych lewą ręką Bóg miłuje w sposób szczególny, nie rezygnuje z nich, chociaż mógłby... 

Jak bardzo ukochał mnie Bóg, że pozwolił mi doświadczyć swojej nadzwyczajnej troski, troski konkretnie o mnie, poprzez uniesioną lewą rękę nad moim życiem...

wtorek, 24 stycznia 2017

Moi święci - Salezy

źródło: diecezja.rzeszow.pl
24 stycznia obchodzimy wspomnienie jednego z moich ulubionych świętych, św. Franciszka Salezego.
Świętość w życiu codziennym, którą tak bardzo podkreślał o. Kentenich, założyciel Ruchu Szensztackiego, swoje korzenie ma właśnie w nauczaniu i sposobie życia tego wielkiego świętego teologa, filozofa i humanisty. Jego książka "Filotea, czyli droga pobożnego życia", napisana cztery wieki temu zachwyca mnie swoją prostotą i aktualnością. Polecam jej lekturę, każdemu, kto pragnie poprzez swoją codzienność dążyć do świętości.

***

Na Salezjańskim Portalu Młodzieżowym znalazłam zebrane pięć zasad życia duchowego według św. Franciszka Salezego.
1. „Trzeba rozkwitać tam, gdzie Bóg nas zasadził”
2. „Ćwiczenie w cnotach”
3. Spotykać Boga w wydarzeniach codziennych
4. Łączyć modlitwę i życie
5. Codzienność przemieniona

***

Na koniec kilka moich ulubionych cytatów św. Franciszka Salezego:

Gdy twoje boleści wielkimi ci się wydają, wznieś się duchem w górę a zmaleją. Wszak góry, patrzącemu na nie z bardzo wysoka, wydają się małe.

Gdziekolwiek się udacie starajcie się zebrać coś dobrego i postępujcie jak pszczoły, które wracając do ula, niosą tam jedynie miód.

Jedna dobrze przyjęta Komunia Święta jest zdolna i wystarczy, aby nas uczynić świętymi i doskonałymi.

Nie proście o krzyże, przeciwstawiajcie im wszystkie możliwe środki zaradcze; ale kiedy przychodzą akceptujcie je z uległością.

Wielu dąży do doskonałości, niewielu ją osiąga. Czy wiecie dlaczego? Ponieważ nie idą z pełnym zaufaniem Bogu i zawierzeniem się Jego Ojcowskiej Opatrzności.

Smutny święty, to nieszczęsny święty.

Dbajcie, aby nigdy nie utracić ufności pokładanej w Bogu. Jeżeli pozwala wam upaść, to nie dlatego, żeby was porzucić, ale jedynie po to, by was poniżyć i uczynić bardziej uważnymi na przyszłość.

Mówić trzeba mało i słodko, mało i dobrze, mało i prosto, mało i szczerze, mało i z miłością.

Niech świat krzyczy, ile chce, niech krytykuje, szemrze przeciwko dobru; słuchajcie wszystkiego i cierpcie w spokoju, ale postępujcie dalej z wiarą i stanowczością.

Rozsądne milczenie zawsze jest lepsze niż nierozsądne mówienie prawdy.

Duszy bliźniego nie wolno dotykać sądem naszym, bo tylko Bóg ma prawo ją sądzić.

niedziela, 25 grudnia 2016

Moje Betlejem


Nie było miejsca dla Ciebie. 
W Betlejem, w żadnej gospodzie
i narodziłeś się Jezu w stajni, 
w ubóstwie i chłodzie.
Nie było miejsca, choć zszedłeś 
jako Zbawiciel na ziemie,
by wyrwać z czarta niewoli, 
nieszczęsne Adama plemię
Nie było miejsca,choć chciałeś 
ludzkość przytulić do łona
i podać z krzyża grzesznikom 
zbawcze,skrwawione ramiona.
Nie było miejsca, choć zszedłeś ogień miłości zapalić 
i przez swą mękę najdroższą 
świat od zagłady ocalić.

Uwielbiam Święta Bożego Narodzenia - ich nastrój, zapach, kolorową otoczkę, rodzinność, tradycje - te kulinarne i te "podchoinkowe". Lubię oglądać świąteczne, amerykańskie filmy familijne i słuchać świątecznej muzyki (szczególnie obcojęzycznej)... Polskie kolędy też słucham i śpiewam, ale niektóre mnie drażnią. Zwłaszcza te z pieluszkami i innymi zdrobnieniami...

Narodzenie Jezusa jest dla mnie niesamowite z powodu faktu, że Bóg postanawia wcielić się w słabe ciało człowieka i towarzyszyć naszej niedoli tu na ziemi. ON - wszechmocny, wszechpotężny i ... (mnóstwo słów, które i tak nie oddadzą Jego natury) uniża się tak bardzo... dlaczego? Robi to z miłości do człowieka. Z miłości do człowieka, który tak do końca nie umie odpowiedzieć na tą miłość. Ciągle zaganiany, ciągle nieprzygotowany, nieustannie zmartwiony losem... To jest dla mnie największa Tajemnica Wcielenia i to ona zajmuje moje myśli  zawsze w okolicy Bożego Narodzenia. Nie Jezusek, żłóbek, pastuszkowie... ale ogromne uniżenie Boga, które ciągle spotyka się z niezrozumieniem. Wcielenie, które stało się preludium do Męki, Śmierci i Zmartwychwstania.

Może to przez naturę melancholika, a może przez studia teologiczne, które pokazały mi inny sposób patrzenia na wiarę... Jaka by nie była przyczyna, lubię te rozmyślania - pokornieję od nich, uświadamiam sobie ile przede mną pracy, aby choć trochę odbijać tę Bożą uniżającą się Miłość.

niedziela, 23 października 2016

Dialog i miłosierdzie

„Nie prowadzimy dialogu, kiedy nie wysłuchujemy wystarczająco, albo mamy skłonność do przerywania mówiącemu, by pokazać, że mamy rację. A ileż to razy, kiedy słuchamy kogoś, wpadamy mu w słowo, mówimy: «Nie, to nie tak!» i nie dajemy mu dokończyć, kiedy chce wyjaśnić, o co mu chodzi. A to przeszkadza w dialogu: to jest agresja. Natomiast prawdziwy dialog wymaga momentów milczenia, w których przyjmujemy nadzwyczajny dar Bożej obecności w naszym bracie”


sobota, 15 października 2016

Święta Teresa uczy modlitwy

François Gérard - Sainte Theresa
„Tylko miłość nadaje wszystkiemu wartość.” 
święta Teresa z Ávili


Dziś wspomnienie św. Teresy z Ávili, zwanej też Teresą Wielką. Żyła ona w latach 1515-1582. Była mistyczką oraz reformatorką zakonu karmelitanek. Musiała mieć wyjątkowo wygodne buty, bo jej zaangażowanie zaowocowało wielkimi dziełami.

Dzieła świętej Teresy z Ávili są jednymi z najwybitniejszych w literaturze mistycznej Kościoła katolickiego.Teologia mistyczna w nich spisana wywarła formacyjny wpływ na wielu teologów kolejnych wieków, m. in. na szczególnie cenionego przeze mnie świętego Franciszka Salezego.

Teresa Wielka razem z Katarzyną ze Sieny, jako pierwsze spośród kobiet zostały ogłoszone doktorami Kościoła. 


Przy okazji dzisiejszego wspomnienia, trafiłam na wskazówki Św. Teresy dotyczącymi modlitwy. Znalazłam je na stronie deon.pl. Ich treść bardzo mnie poruszyła i zainspirowała do przyjrzenia się własnej modlitwie.

-------------------

1. Modlitwa, aby była prawdziwa, musi się wspomagać postem, dyscypliną i milczeniem, gdyż modlitwa i troska o swoje zadowolenie są nie do pogodzenia.

2. Cały fundament modlitwy musi być oparty na pokorze. Im bardziej się dusza zniża na modlitwie, tym bardziej Bóg ją wznosi.

3. Pierwsza nauka, jaką nam Mistrz niebieski daje co do modlitwy, to abyśmy się modlili na osobności, jak On sam zawsze to czynił, ile razy się modlił; nie żeby tego potrzebował dla siebie, ale aby nas przykładem swoim nauczyć. Niepodobna rozmawiać zarazem z Bogiem i ze światem; a przecież wielu jest takich, którzy chcą dokazać tej rzeczy niepodobnej, modląc się i zarazem przysłuchując wszystkiemu, co wkoło nich się mówi, albo zatrzymując się myślą nad lada rzeczą, która im przyjdzie do głowy, i nie starając się zgoła o powściągnięcie tych świadomych i dobrowolnych roztargnień. Że taki sposób traktowania modlitwy nie uchodzi, tego nie trzeba dowodzić.

4. Droga modlitwy nie polega na tym, aby wiele myśleć, ale wielce miłować; i dlatego czyńcie właśnie to, co bardziej będzie was przebudzać do miłowania.

5. Modlitwa Pańska będzie wam księgą nad wszystkie książki najlepszą, którą jeśli będziecie czytać z miłością i pokorą, jeśli w tym zachowacie pilność, nic więcej nie będzie wam potrzebne.

6. Nie długość czasu poświęconego na modlitwę stanowi o postępie duszy. Bo i te posługi zewnętrzne, gdy na nich przez posłuszeństwo czy dla pożytku drugich czas trawicie, wielką wam będą do postępu wewnętrznego pomocą i w jednej chwili lepiej was mogą przysposobić do zapałów miłości Bożej niż długie godziny rozmyślania.

7. Modlić się za dusze pozostające w grzechu śmiertelnym to prawdziwie wielka jałmużna i uczynek w najwyższym stopniu miłosierny.

8. Roztargnienia na modlitwie to rzecz nieunikniona, zatem ani niepokoić się tym, ani martwić nie powinniśmy. Nie zważajmy na wyobraźnię i jej wybryki. Niech sobie lata i kręci się ta żegotka młyńska jak jej się podoba, a my tymczasem mielmy naszą mąkę, spokojnie dalej pracując wolą i rozumem.

9. Nie rozumiem, czego obawiają się ci, którzy lękają się rozpocząć modlitwę myślną, ani nie wiem, czego się boją. Demon dobrze wie, co robi, wzbudzając ten strach, aby naprawdę wyrządzić nam krzywdę, gdyż wzbudzając te lęki, powoduje, że nie myślę o tym, czym obraziłam Boga, ani o tym, jak wiele Mu zawdzięczam, ani że istnieje piekło i że istnieje chwała, ani o wielkich trudach i boleściach, które Pan przeszedł dla mnie.

10. Przez modlitwę - jeśli dusza w niej wytrwa, pomimo grzechów i pokus, i upadków na tysiące sposobów, które demon podsuwa - Pan doprowadzi ją, w końcu, do portu zbawienia.

(Więcej porad znajdziesz w książce "Modlitwa. Mądrość doktorów Kościoła".)

poniedziałek, 26 września 2016

Wędrowcy

Quidquid agis, prudenter agas et respice finem
Cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca.
Owidiusz


Dwa lata temu w auli św. Pawła odbyło  się niesamowite spotkanie. Z okazji 100-lecia Ruchu Szensztackiego, papież Franciszek odpowiedział na pytania zebranych członków różnych wspólnot szensztackich. Między innymi padły słowa:

"Dlatego też nie bójcie się wyruszać w drogę. Jednak gdy spotkamy na niej jakieś piękne i przyjemne miejsce, nie zatrzymujmy się. Mamy być wędrowcami a nie włóczęgami. Wychodzimy w konkretnym celu, a nie po to, by kluczyć w labiryncie nas samych."
(26 października 2014 r., 
papież Franciszek do Ruchu Szensztackiego)

źródło: www.szensztat.pl
Całe poznanie siebie, przeszukiwanie wnętrza, szukanie ideału osobistego nie może stać się kluczeniem w labiryncie nas samych.

Moim celem jest świętość, apostolstwo, Niebo... Nie chcę się się zatrzymać w tym pięknym miejscu jakim jest odkrycie mojego "ja". Dotarłam do siebie, cieszę się tym, ale moja droga jeszcze się nie skończyła. Chcę być wędrowcem - patrzę do przodu, na cel, na "koniec".  Coś tam przede mną się odsłania - jakieś pomysły na przyszłość, zadania i wyzwania... Mimo, że nie widzę ich wyraźnie, to wierzę, że będą mnie prowadziły do celu. 

Jack Canfield pisze, że gdy poznasz swój cel, powoli będą się przed Tobą odkrywały ścieżki prowadzące do niego. Warunek: musisz mieć cel, "patrzeć końca". Coś w tym jest. 

Cokolwiek czynisz < gdy podejmujesz decyzje, co dalej robić > 
... czyń rozważnie < rozmyślaj nad tym, planuj >
... i patrz końca < nie czekaj na koniec, ale wpatrzony w cel idź do przodu, nawet jeśli dziś nie wyraźnie widzisz drogę >

Jestem podekscytowana z powodu tego co przede mną. Życzę Tobie tego uczucia - entuzjazmu, wiary w Boże prowadzenie i wytrwałości w dążeniu do celów! 

niedziela, 18 września 2016

Stasiu i kanapa

"Do wyższych rzeczy jestem stworzony i dla nich winienem żyć"
Św. Stanisław Kostka



Ksiądz wikary podczas dzisiejszej mszy dziecięcej opowiadał o młodym chłopcu, który mimo, że żył krótko, zdążył zachwycić świat. Żył blisko 500 lat temu, w innym świecie, w innej epoce, kulturze - mimo to wciąż jest wzorem dla młodzieży.

Dziś jest święto Stanisława Kostki.

Dziś też odbyła się inauguracja roku formacyjnego Ruchu Szensztackiego w naszej diecezji. Siostra Edyta w impulsie inauguracyjnym odniosła się do przemówienia papieża Franciszka "o kanapie".

"Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło, ani nawet o jakich nie pomyślałeś, po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty..." (papież Franciszek)


Tak sobie pomyślałam o Stanisławie Kostce... Ten to dopiero miał odwagę... Zostawił za sobą kanapę - wygodne i bezpieczne życie, edukację, wypracowaną przez rodzinę pozycję społeczną. Zamienił kanapę na parę wygodnych butów i wyruszył do Rzymu. Wyruszył, aby spełnić pragnienia serca. Matka Boża powiedziała mu we śnie, że ma zostać jezuitą. Wiedział, że rodzice się nie zgodzą, a zakon bez rodzicielskiego błogosławieństwa go nie przyjmie. Nie zraził się, szukał dalszych możliwości spełnienia pragnienia serca. Tak dotarł do Rzymu. Tam też zakończył ziemskie wędrowanie, prawie jak święci Apostołowie.



"... życie jest piękne zawsze wtedy, kiedy chcemy je przeżywać, zawsze wtedy, gdy chcemy pozostawić ślad." (papież Franciszek)

Stasiu zostawił ślad...

Boże! Daj mi wytrwałość w podróżowaniu do mojego Rzymu, nie pozwól mi przysnąć na kanapie. Amen

wtorek, 6 września 2016

Powakacyjny zawrót głowy

Nie mogę się pozbierać po tych wakacjach...

Mam wszędzie bałagan, tony prania, zaległości w papierach, na blogach...

Mam też niezłą plątaninę myśli w głowie - wakacyjnych wspomnień, rekolekcyjnych przemyśleń, urodzinowych postanowień, planów na nowy rok szkolny, itp.,  itd...

Codziennie myślę o tym, że chciałabym coś mądrego napisać, coś ciekawego Wam przekazać, np. jakąś refleksję z czytanych przez wakacje książek ks. Józefa Tischnera. Niestety trafiam na jakiś mur intelektualny, który uniemożliwia mi zebranie myśli. Pamiętam jednak o Was, którzy tu zaglądacie i obiecuję, że jak tylko się ogarnę to zburzę mur i coś napiszę.

Tymczasem zostawiam Was z o. Adamem Szustakiem. Lubię jego nocne vlogi - mówią o sprawach serca, o sprawach, które za dnia są niewidoczne lub niezrozumiałe...