![]() |
| źródło: http://www.mchr.us |
Ty zapisałeś moje życie tułacze;
przechowałeś Ty łzy moje w swoim bukłaku:
<czyż nie są spisane w Twej księdze?>
Ps 56, 9
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
(Mt 5,3)
Dzisiejszej inspiracji dostarczyła mi s. Martyna Kułak ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów.
"Użyte tutaj greckie słowo <penthountes> dosłownie znaczy „płaczący”, „opłakujący kogoś”, a w najnowszym przekładzie Pisma Świętego (wyd. św. Pawła) przetłumaczono ten werset: Szczęśliwi, którzy cierpią udrękę. Kolejne błogosławieństwo, które wydaje się nielogiczne. Dlaczego Jezus nie mówi: szczęśliwi ci, którzy są radośni? Przecież właśnie radość kojarzy się nam ze szczęściem, a nie płacz i cierpienie. Nie znaczy to oczywiście, że chrześcijanin powinien chodzić smutny, szukać powodów do marudzenia i narzekania. Radość jest wszak owocem Ducha Świętego. To On jest nazwany Pocieszycielem i Obrońcą. Ale mówiliśmy już, że błogosławieństwa są portretem Jezusa. Spójrzmy więc na Niego. Ewangelie mówią nam o tym, że Jezus płakał w dwóch momentach: płakał nad Jerozolimą (Łk 19, 41nn) i przy grobie Łazarza (J 11, 35)."
Porozmyślam teraz trochę o łzach i wrażliwości... i o Bożej obietnicy wiecznej radości, gdy przyjdzie pora... Nie muszę ukrywać, że treść tego rozważania, dla takiego melancholika jak ja, jest pocieszeniem i uspokojeniem...
