poniedziałek, 18 lutego 2019

Rafael Santi

Kilka ostatnich dni spędziłam w Wiecznym Mieście. Taki mały prezent od Opatrzności... Trwam w zachwycie i mam tysiąc refleksji. Dziś jedna z nich...

W Muzeach  Watykańskich, po kilku godzinach podziwiania papieskich kolekcji, znalazłam się w miejscu zwanym Stanza della Segnatura - jednym z pokoi papieża Juliusza II. Poprosił on o ozdobienie swoich komnat samego Rafaela Santi (1483-1520). Zwróciłam uwagę na 3 freski: "Szkoła Ateńska", "Dysputa o Najświętszym Sakramencie" oraz "Parnas". Każdy z nich pokazuje inny sposób dochodzenia do Boga, do Prawdy. Trzy sposoby - przez naukę (drogą racjonalną), przez teologię (drogą objawioną) oraz przez sztukę... Każdy z nich równie ważny, żaden nie gorszy, ani nie lepszy. Pierwsza moja myśl, gdy na nie patrzyłam dotyczyła ideału osobistego. W domu postudiowałam dokładniej postacie na freskach. Odnalazłam się na jednym z obrazów... Może ktoś z Was też się tam odnajdzie.



niedziela, 18 listopada 2018

Moje uczucia

Jest tyle różnych uczuć we mnie... Większość ciepłych, dobrych, wdzięcznych, wynikających z głębokości relacji z Bogiem oraz z zażyłych więzi z ludźmi... 

Więc, po pierwsze - tęsknię bardzo, ale to pozytywne uczucie... bo to znaczy, że jest coś więcej... Ta tęsknota to takie pragnienie serca.. serca, które dzieli się na mnóstwo kawałków, przy każdym zostawiając swoją cząstkę. Wiem, że to melancholik, ale tak jest... Cała... z duszą poety... Nie umiem się wyrażać z prostych rozmowach, potrzebuję się wyrażać w słowach zawiłych... Proste słowa są za małe by opisać rzeczywistość...

Po drugie - wdzięczność... codziennie od nowa dziękuję... szczególnie za to co daleko, za to czego doświadczyłam, za każdy sukces, a jeszcze bardziej za porażki, za świadomość, za odwagę i samodzielność...

Po trzecie - duma i zachwyt nad sobą - pewność drogi, dawno nie czułam się tak bardzo na swoim miejscu w świecie... mimo iż do realizacji celów blokują mnie ciemne myśli, jestem zadowolona z siebie... paradoks... 

Są we mnie też inne uczucia - te które nie przynoszą mi pokoju, te, które mnie biczują - oczekiwanie na wolność, zgoda na śmierć dziecka, niezgoda na niezasłużone cierpienie matki, zmęczenie codziennością, brak dzielności w niesieniu wszystkich poprzednich... 

Czasem czuję się taka niedoskonała... Odpychałam to gdzieś, ale po śmierci tej dziewczynki, nie mogę dłużej udawać, że jest super, a ja jestem super gotowa i super dzielna... Nie mogę o tym pisać.. nie mogę o tym gadać... nawet nie chodzi o to żeby to wygadać... Najważniejsze, żeby mi się udało to oswoić - uświadomić sobie, że cokolwiek nie pomyślę, nie jestem zła... że cokolwiek nie pomyślę, Pan Bóg nie zmieni o mnie zdania i dalej będzie mnie kochał... 

Wczoraj pewna dziewczyna napisała mi całkiem w innym kontekście "Ania, jest w Tobie tyle dobra"... nie pasowało to do niczego.. ot taki głos... ale przyniósł mi trochę spokoju... na tyle by dopuścić myśl, że jest jak jest, i to co myślę nie przekreśla mnie...

czwartek, 1 marca 2018

Wielkopostne zamyślenie


Chociaż nie mam pomysłu co napisać, doszłam do wniosku, że zmienił się radykalnie okres w Kościele, a u mnie wciąż Adwent...

W tym roku nie mam postanowień związanych z umartwianiem, właściwie nie mam żadnego postanowienia, poza tym, żeby przeżyć ten czas świadomie - uczestnicząc w nabożeństwach Drogi  Krzyżowej i w rekolekcjach wielkopostnych, które tuż tuż. Chciałabym coś przeczytać, zamyślić się bardziej niż zwykle nad Bożymi sprawami, ale mój umysł spycha jeszcze duchowości i teologie na marginesy. Być może to ten miesiąc  tak na mnie działa... Zamówiłam już Mszę Świętą w rocznicę śmierci Julki...

***
Odeszłaś...
W zwykły, słoneczny poniedziałek...
Wciąż widzę ten moment:
- granicę między życiem i śmiercią,
- miejsce Twojego ostatniego oddechu,
- ulgę na zastygniętej twarzy: nareszcie wolna,
- "czyli to już koniec?" "tak"
Nie dowierzam...
tak jakby wszystko było snem,
snem, którego nigdy nie zapomnę...
Pamiętam, jak stanął świat,
powietrze wokół mnie zgęstniało,
przestałam się ruszać,
zawisłam w ciszy...
Od tamtego dnia nie lubię poniedziałków...

wtorek, 12 grudnia 2017

Adwent na pustyni

Nie mówcie tym, którzy stracili ukochanych, że „Czas zagoi rany”. Nie mówcie, że „Oni już nie cierpią”. Najlepiej nie mówcie nic. Czas tych ran nie leczy. Pozostają, bo śmierć ukochanych jest też trochę śmiercią nas samych: coś w nas umiera. Żyjemy, ale nic nie jest tak, jak było przedtem, już nie jesteśmy tacy sami. Płaczemy nad ich śmiercią, jak Jezus płakał przy grobie Łazarza. Płaczemy nie nad nimi, płaczemy nad sobą, nad tym, co w nas umarło, co nam z nas samych umarło, ubyło. Na zawsze i nieodwracalnie.
(ks. Adam Boniecki).
To jeden z trudniejszych czasów oczekiwania na Boże Narodzenie w moim życiu... Nawet nie wiem umiem do końca opisać co czuję - ja, która tak sprawnie władałam technikami samoświadomości.  

Często posługiwałam się w przeszłości obrazem mgły dla trudnych stanów serca. Nie ma jednak on dziś zastosowania, Mgła zasłania to co za rogiem i ostatecznie opada... To co mi przychodzi na myśl, to pustynia - wielka przestrzeń "niczego miłego". Z wiejącym w oczy pisakiem, z palącym wnętrze słońcem, z ciągłą nadzieją na dotarcie do jakiejś oazy, z mirażami przedstawiającymi sceny z przeszłości; samotność w odczuwaniu, osamotnienie duchowe...

Żałoba - podobno stan naturalny - trzeba go przeżyć, na co sobie pozwalam. Ale... 
Nigdy nie można żałoby po śmierci dziecka przeżyć. Takie zdanie usłyszałem na samym początku w grupie wsparcia, do której zostałem skierowany zaraz po tym, jak zacząłem wychodzić z domu. Rodzice, którzy przeżyli to kilka, kilkanaście lat temu, mówili, że żal po stracie nigdy nie minie. I rzeczywiście tak jest. To jest sinusoida emocji, nerwów, myśli. Czasami jest lepiej, czasami gorzej. Często tego na zewnątrz nie widać, ale zawsze masz to w środku, budzisz się z tym, z tym idziesz spać. Myśl o dziecku, którego już nie ma, zawsze jest gdzieś z tyłu głowy. (Filip Chajzer dwa lata po śmierci swojego syna)
Przede mną droga przez pustynię. Jak długa? - nie wiem. 

Idę i wierzę, że to Boże Narodzenie, pierwsze bez Niej, przyniesie błogosławieństwo nie tylko naszej rodzinie, ale wszystkim, których życie dotknęła.
Idę i mam nadzieję, że nuty, które dziś grają w sercu - smutku, tęsknoty, żalu, złości, rezygnacji, chęć zniknięcia, odgrodzenia murem - po odegraniu swojej melodii ustąpią spokojniejszym tonom. 
Idę i kocham dalej...

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Aleteia

Od jakiegoś czasu śledzę portal aleteia.org. Znajduję tam wiele ciekawych tekstów o duchowości, mnóstwo świadectw, inspiracji do rozmyślań... Dzielę się dziś dwoma materiałami o wyjątkowych ludziach... Mogą nas wiele nauczyć.

************

Chiara i ja dużo razem płakaliśmy, ale szczerze powiedziawszy, nigdy nie przeżyliśmy odrzucenia krzyża. Pan dał nam łaskę widzenia prostej drogi od samego początku. Nie musieliśmy podejmować żadnych decyzji, wystarczyło przyjąć Jego wolę. To było trudne, bolesne, ale wiedzieliśmy, że On jest z nami.

Chiara Corbella Petrillo będzie błogosławioną...

************

Nie mów: „Taki już jestem… To sprawa mojego charakteru”. Nie, to sprawa braku charakteru. Bądź mężny – esto vir”.

Josemaría Escrivá: Patron świętej codzienności

sobota, 24 czerwca 2017

Coś się kończy, coś się zaczyna...

Minęły trzy miesiące zawieszone między śmiercią a życiem... Pan zabiera życie i Pan daje życie. Specjalnie piszę w tej kolejności.

Tak jak trzy miesiące temu ból rozdarł mi serce, tak dziś ból innego rodzaju przyniósł całej rodzinie radość. Doświadczyliśmy cudu narodzin. Radość wzmocniona niespodzianką... Syn... Dar od Boga...

Patrzę na niego i nie mogę się nadziwić planom Bożej Opatrzności. Trwam w zachwycie.

Gdzieś z tyłu głowy czekam cierpliwie na wyniki badań, na decyzję lekarzy co do naszego wyjścia do domu, na nową rzeczywistość, którą otwierają te narodziny...

Gdzieś w głębi tęsknię bardziej niż zwykle...

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

(*)(*)(*)

"Dał Pan i zabrał Pan. 
Niech będzie imię Pańskie błogosławione!"
Hb 1,20

Dziś wiem, jak trudno było Hiobowi wypowiedzieć te słowa. Wiem też, jak bardzo są prawdziwe... Pan daje życie i Pan je zabiera. On widzi wszystko w całości, nie tak jak ja - po części... Pewnie dlatego tak trudno godzić się na śmierć bliskich, bo widzi tylko fragment pełni, ułamek tego, co tak naprawdę jest... Jedynie wiara jest w stanie pomóc zerknąć z Bożej perspektywy. Nie pozwala ona widzieć, ale pozwala czuć, że Pan Bóg się troszczy o człowieka. Tą wiarą łaskawie obdarzył mnie Bóg. Ta wiara, mimo łez i złamanego matczynego serca, pozwala mi oddać Bogu co Boskie - życie, które mi powierzył ponad 10 lat temu. Przygotowywałam się do tego dnia od momentu diagnozy, ale ostatnie półtora roku jakby intuicyjnie czułam, że czas mojego dziecka się dopełnia. Jedno dziecko odeszło, kolejne rośnie pod moim sercem - ktoś by powiedział paradoks losu, ale ja wierzę, że taki jest plan i tak będzie dla nas najlepiej. I chociaż będziemy tęsknić, bo to normalne, nie będzie to rozpacz, ale nadzieja na ponowne spotkanie gdy dopełnią się nasze dni...

piątek, 3 marca 2017

Droga Krzyżowa

by Marta

„Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,23)



Dziś pierwszy piątek Wielkiego Postu.

Pan Jezus zaprasza do wyruszenia z Nim w drogę.

Chociaż doskonale znamy historyczny przebieg i finał Tej Drogi, rozważanie kolejnych stacji za każdym razem otwiera umysł i serce. Na nowo dostrzegamy to co ważne dla naszego nawrócenia, zbawienia, dla naszego wzrastania w świętości.


W tym roku wysłałam moje rozważania kolejnych stacji Drogi Krzyżowej do Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin, które co roku w okresie Wielkiego Postu zbiera rozważania Męki Pańskiej napisane przez małżonków dla małżonków. Na swojej stronie udostępnili sześć tekstów napisanych przez członków różnych wspólnot rodzin. Plik z tekstami można pobrać (TUTAJ) i wykorzystać do modlitwy zarówno indywidualnej, jak i wspólnotowej.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości

„Ten, kto postępuje sprawiedliwie i kto mówi uczciwie, 
kto odrzuca zyski bezprawne, 
kto się wzbrania dłońmi przed wzięciem podarku, 
kto zatyka uszy, by o krwi nie słuchać, 
kto zamyka oczy, by na zło nie patrzeć 
— ten będzie mieszkał na wysokościach, 
twierdze na skałach będą jego schronieniem; 
dostarczą mu chleba, wody mu nie zbraknie" 
(Iz 33,15—16)



Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

(Mt 5,6)


Po rozważanie nad tym błogosławieństwem sięgnęłam ponownie do ks. Pierzchalskiego. Jego szeroka interpretacja pozwala lepiej zrozumieć różnicę między sprawiedliwością Bożą i ludzką.

Kto to jest sprawiedliwy? We wszystkich fragmentach Biblii, w których poruszony jest temat sprawiedliwego, można by słowo „sprawiedliwy" wyrazić przez „święty". Jest powiedziane na przykład o świętym Józefie: „Józef był człowiekiem sprawiedliwym". Nie oznacza to, że był sprawiedliwy, tak jak rozumiemy to teraz, ani na przykład, że był sprawiedliwy wobec Maryi. Nie, przeciwnie. Józef nie zdaje się na sprawiedliwość, ale na miłość. Sprawiedliwy oznacza święty. Można by przetłumaczyć: „Józef był człowiekiem świętym", lub „to był święty człowiek". I za każdym razem, kiedy chodzi o sprawiedliwość, można ją wyrazić przez świętość. 
>>> czytaj cały tekst TUTAJ

***

Polecam również do wysłuchania konferencji o. Adama Szustaka o czwartym błogosławieństwie:
http://stacja7.pl/blogoslawieni/iv-blogoslawieni-ktorzy-lakna-i-pragna-sprawiedliwosci/

niedziela, 26 lutego 2017

Tylko w Bogu...

Są takie dni w roku, kiedy czytania słyszane z ambony mocniej oddziałują na serce, na duszę. Dziś byłam w wyjątkowym miejscu i wysłuchałam wyjątkowego kazania, ale to nie tylko sentymentalizm... Refren dzisiejszego psalmu od dawna jest dla mnie największym pocieszeniem i przywołaniem do porządku... Każdy z nas pragnie spokoju... Ten spokój osiągnąć możemy tylko w Bogu, tak często o tym zapominamy... 

***

(Iz 49,14-15)
Mówił Syjon: Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.
(Ps 62,2-3.6-9)
REFREN: Jedynie w Bogu spokój znajdzie dusza 
Jedynie w Bogu spokój znajdzie ma dusza,
od Niego Przychodzi moje zbawienie.
Tylko On jest opoką i zbawieniem moim,
twierdzą moją, więc się nie zachwieję. 
Jedynie w Bogu szukaj spokoju, dusza moja,
bo od Niego pochodzi moja nadzieja.
On tylko jest skałą i zbawieniem moim,
On moją twierdzą, więc się nie zachwieję. 
W Bogu zbawienie moje i chwała,
Bóg opoką mocy mojej i moją ucieczką.
W każdym czasie jemu ufaj, narodzie.
Przed Nim wylejcie wasze serca.
(Mt 6,24-34)
... Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.
***

W moim życiu jest dużo muzyki. Nie tylko ją uprawiam, ale też czerpię z niej siły i inspirację do życia. Są takie utwory (i świeckie i religijne), które sprawiają, że moje serce się uspokaja, porządkuje. Są takie, które potrafią mnie przenieść w czasie, odtworzyć najpiękniejsze wspomnienia jak film - wystarczy zamknąć oczy.

Dziś podrzucam Wam jeden z tych utworów. Pięknie koresponduje on z dzisiejszą nauką płynącą ze Słowa Bożego.

Tylko w Bogu moje jest zbawienie
W Nim jedynie duszy ukojenie...


środa, 15 lutego 2017

Błogosławieni cisi

pallottine-missionaries-rome.com


„Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, 
bo jestem cichy i pokorny sercem” 
(Mt 11,29)










Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
(Mt 5,5)

W internecie znalazłam mnóstwo treści o tym błogosławieństwie. Jednak najbardziej przemówiło do mnie rozmyślanie pallotyna - ks. Józefa Pierzchalskiego, który redaguje chrześcijański portal kierownictwa duchowego PRZEMIANA. Myślę, że zajrzę na tę stronę jeszcze nie raz. Szczególnie cenne wskazówki do pracy nad sobą działania znajdują się pod koniec tekstu.
Trzecie błogosławieństwo dotyczy „cichości” i wydaje się rzeczą szczególnie intrygującą zgłębienie tej postawy, którą dzisiaj uważamy za mało popularną. Istotnie, słowo „cichość” rzadko jest dziś używane, ale jeśli już się go używa, to z jakimś odcieniem negatywnym: albo jako słabość, szybkie ustępowanie innym, albo, przeciwnie, jako niewzruszoność, obojętność, właściwa człowiekowi, który kieruje się zimnym wyrachowaniem albo celami politycznymi. Najczęściej jednak „cichość” przywodzi nam na myśl człowieka, który daje się łatwo nabrać i nigdy nie potrafi postawić na swoim.

***

Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według serca Twego