czwartek, 1 maja 2025

Dopamina, multitasking i sztuka obecności

„To, co zwykłe, staje się święte, gdy jesteśmy w tym całkowicie obecni.”


Coraz częściej zmęczenie nie wynika z samej ilości obowiązków, ale z rozproszenia, z nieustannego przeskakiwania między bodźcami. Ciało działa, zadania są wykonywane, a jednak uważność bywa wciąż gdzieś obok – w tym, co zaraz, co jeszcze, co następne.

Neurobiologia doprecyzowuje intuicję, którą wielu zna z doświadczenia: dopamina – neuroprzekaźnik często utożsamiany z „hormonem szczęścia” – nie tyle daje przyjemność, co pobudza do działania. Jest aktywna głównie wtedy, gdy czegoś oczekujemy, nie gdy to już następuje. W codzienności może to prowadzić do ciągłego niedosytu: przeskakujemy z jednej rzeczy do drugiej, karmiąc umysł nadzieją na satysfakcję, która się nie pojawia.

Multitasking przez lata wydawał się rozwiązaniem – można było przecież coś robić i jednocześnie czegoś słuchać. Ale coraz częściej pojawia się potrzeba skupienia. Coraz częściej wybór idzie w inną stronę: jeśli pracuję, nie włączam muzyki, nie szukam w tle kolejnego bodźca. Nie dlatego, że to „nie wolno”, ale dlatego, że coraz trudniej oddychać w hałasie, nawet tym łagodnym.

Tak samo z porankami. Cenniejsze od tysiąca porad o „porannej rutynie” okazuje się coś prostszego – wyjście z psem, zanim zacznie się dzień. Cisza, jeszcze lekko niedospany świat, zwykła trawa pod butami. Nic nadzwyczajnego. A jednak to właśnie wtedy ciało, myśli i dusza są w jednym miejscu.

Wielu mówi dziś o potrzebie równowagi między pracą a życiem osobistym. Ale może ważniejsze od podziału godzin jest to, czy jesteśmy tam, gdzie właśnie jesteśmy. Czy ciało, uwaga i serce są razem, czy każde w innym miejscu. Równowaga nie zawsze oznacza równe części. Czasem zaczyna się po prostu od świadomego kroku.

Duchowość też dojrzewa właśnie tam – w rytmach zwyczajności. W tym, jak jemy, jak patrzymy na dziecko, jak kończymy dzień. Jeśli nie ma nas w chwili obecnej, nie ma nas też tam, gdzie Bóg zaprasza.

Nie chodzi o doskonałość, ale o obecność. Nie o sukces, ale o zakorzenienie.

wtorek, 22 kwietnia 2025

Odejście Papieża Franciszka – cisza, która zatrzymuje.

Aleteia Image Partners/CC 2.0

Wczoraj, w Poniedziałek Wielkanocny, zmarł Papież Franciszek. Jego odejście porusza — nie tylko dlatego, że był papieżem, ale dlatego, że potrafił być blisko, bez wielkich gestów. W jego stylu bycia było coś, co zatrzymywało — prostota, uważność, odwaga mówienia rzeczy oczywistych, ale często przemilczanych.

Nie będę pisać o faktach, o statystykach i tytułach. Wystarczy powiedzieć: BYŁ. I to wystarczy, żeby dziś przez chwilę zamilknąć. 

Jego pontyfikat nie był idealny. Ale może właśnie dzięki temu był prawdziwy. Uczył, że nie trzeba być doskonałym, żeby mieć coś ważnego do powiedzenia. Że Kościół to nie struktura, ale ludzie. Że Ewangelia to nie teoria, tylko konkret życia. Że życie to nie zestaw gotowych odpowiedzi, ale raczej nieustanne poszukiwanie, które w końcu prowadzi nas do miłości.

Dziś świat milknie. Nie z powodu protokołu żałoby, ale dlatego, że zamilkł głos, który mówił: „Nie bój się być człowiekiem”. Dziś zostaje cisza — nie dramatyczna, ale pełna. Może właśnie taka, jakiej teraz potrzebujemy.

Niech ta cisza nie stanie się pustką, lecz przestrzenią, w której wybrzmią nasze własne odpowiedzi na pytania, które on zadawał. Niech jego życie będzie dla nas przypomnieniem, że świętość to nie ideał nieosiągalny, ale codzienny wybór miłości.

Odpoczywaj w pokoju (*)

czwartek, 12 stycznia 2023

Tęsknię za utraconym rajem

- kto stracił część serca ten zrozumie...

Lata mijają, serce się reperuje powoli.
Mniejsze i większe historie wspierają lub spowolniają proces.
Miłość, radość, pokój są jak balsam, który łączy rozerwane kawałki.
Strach, wojna, niepewność jutra wyszczerbiają je, uniemożliwiając regenerację.
Tęskni się zawsze... tylko czasem ciszej.

wtorek, 1 listopada 2022

Czy zdążę?

Czy zdążę powiedzieć
co mi w głowie siedzi
zanim świat rozsypie się w drobny mak?

Czy zdążę pokazać
co w mym sercu się czai
zanim zamkną się ostatnie drzwi?

Myśli gonią myśli, uczucia się mieszają,
świat, który znam, dogorywa.

Lęk, ból, niedowierzanie.

Czas po raz kolejny przyspieszył ...

piątek, 24 czerwca 2022

Cisza

Kiedyś miałam dostęp do swojego wnętrza.
Zamknął się
wraz z Jej odejściem.
Już nie wiem co czuję,
gonitwa myśli w mojej głowie,
nie nadążam za nimi.
Czasem złapię się którejś z nich,
czasem wyszarpię emocję sercu
- tonę tęsknienia
- kilogram bólu
- gram szczęścia
- miligram ekscytacji
- mikrogram zaczarowania życiem
A gdzie miłość, radość, pokój?
Schowane głęboko, zarezerwowane,
chwile szczęścia tuż przed zmrokiem
- sekundy dumy z tych co zostali
- minuty zadumy nad życiem
- godziny szukania sensu.
Proces gojenia trwa długo
Czy kiedyś będę gotowa żyć tak,
jak to sobie wymarzyłam?
Czy to w ogóle możliwe?

środa, 8 kwietnia 2020

Nastroje, niepokoje

Frodo: Żałuję, że pierścień do mnie trafił żałuję że to wszystko się zdarzyło!  
Gandalf: Jak każdy co dożył takich czasów, ale to nie jego wybór. My decydujemy tylko o tym, jak wykorzystać czas który nam dano!
Jakże często muszę sobie przypominać słowa Gandalfa... Raz za razem. Zaciskam zęby i pięści i idę dalej. Ta burza kiedyś musi minąć... 

wtorek, 17 marca 2020

W czasach zarazy

W całym moim życiu nie pomyślałabym, że mnie spotka taki czas... Wielu rzeczy się nie spodziewałam... ale pandemia? To tylko w filmach...

Od czasu, kiedy zamknęliśmy szkołę, doświadczam skrajnych emocji. Lęk o bliskich seniorów pomieszany z pozytywnym zadziwieniem ludzkimi pomysłami, frustracje szkolne, nadzieja na zrobienie wiele rzeczy w domu, zmęczenie kolejną zabawą z dziećmi, nerw na to czy tamto... Najmniej chyba boję się samego wirusa (w kontekście swojej osoby oczywiście)... ale ze względu na rodziców i babcię całą rodziną postanowiliśmy się izolować. 

Trudno mi dziś sobie wyobrazić jak to będzie dalej, ile czasu to wszystko potrwa. Myślę, że każdy z nas potrzebuje kilka dni, aby się ogarnąć ze wszystkimi emocjami, lękami, nadziejami. Powoli układam wszystko w głowie, szukam chwil ciszy, aby zaplanować działania. Przede mną dużo czasu z dziećmi, czasu, w którym znów muszę ogarnąć wiele ról... czasu, w którym będę tęsknić za Julką (bo zbliża się kolejna rocznica), za przyjaciółmi (spotkaniami face to face czy we wspólnocie), za Eucharystią, za pracą (nie wierzę, że to napisałam!) i za kawą na mieście w tłumie nieznanych ludzi...

Taki niezwykły Wielki Post! 

Chcąc nie ulegać pokusie ciągłego śledzenia informacji ze świata (co nie wpływa dobrze na mój melancholiczny temperament), staram się szukać alternatywy - od rekolekcji online, po komedie w TV... Tego życzę i Wam - dystansu oraz znajdowania tego co uspakaja i inspiruje!

Co mnie zainspirowało dziś?

Kilka rad od o. Przemka, jak zwykle kulinarnie, ale nie tylko...:


A także spokój i dystans o. Adama:

piątek, 24 stycznia 2020

Napięcie to suma potencjałów

Od września studiuję fizykę, zapewne dlatego skojarzyło mi się na tytuł tego wpisu "porozmawiamy o napięciu". Napięcie jako wielkość fizyczna do suma przyłożonych potencjałów. Szczerze mówiąc, wciąż najmniej ekscytującym działem jest dla mnie prąd elektryczny, ale akurat to porównanie mi się podoba.

Każdy z nas nosi w sobie potencjał. Jedną z wielu składowych tego potencjału jest temperament (o temperamentach rozpisywałam się na blogu już 4 lata temu). Spotkania dwóch potencjałów rodzą zawsze napięcia - nie myślę tu nawet o negatywach. Po prostu tak jest. Gdzie spotykają się ludzie, tam powstają przeróżne emocje (od tych miłych sympatycznych do tych frustrujących i wybuchowych). I tak sobie myślę, po raz kolejny, że świadomość swojego potencjału, a w nim świadomość swoich mocnych i słabych stron połączona ze świadomością, że każdy jest inny (i ma do tego prawo, bo taki został stworzony) jest błogosławieństwem w kontakcie z innymi ludźmi. Gdy zrozumiem siebie, zrozumiem lepiej również innych, a nasze spotkania będą miały napięcia na odpowiednim i akceptowalnym dla obu stron poziomie.

Ostatnio bardzo lubię kanał "Nieprzeciętne życie". Znajduję tam wiele pomocy dla młodzieży do szkoły i nie tylko. Aktualnie przygotowuję spotkanie na temat temperamentów dla grupy rodzin. Podrzucam Wam filmik, który znalazłam. Autor w przyjemny i przystępny sposób przedstawił różnice między temperamentami. Nie zgadzam się tylko ze stwierdzeniem, że człowiek może być mieszaniną tylko dwóch temperamentów. Myślę, że może być mieszanką wszystkich czterech. Można przyjąć, że autorowi chodziło o to, że najsilniejsze cechy będę dostrzegalne tylko w dwóch i to nie w tych przeciwstawnych... Zresztą zobaczcie sami... Nauka o czterech temperamentach jest wiekowa i niedoskonała, chociaż nadal uważam, że wystarczająca na potrzeby rozeznania siebie. 


Przy okazji podrzucam film o różnych rodzajach inteligencji (z jakiegoś powodu autor pominął 8 typ inteligencji - mianowicie inteligencję przyrodniczą). Jest to temat dla mnie ostatnio popularny ze względu na profesję nauczyciela. Poznać wszystkie typy inteligencji to lepiej zrozumieć uczniów, którzy są w szkole i lepiej wykorzystać ich potencjały. Przy okazji zachęcam, żeby sobie samemu sprawdzić dominujący typ. Zrobiłam sobie test w zeszłym roku i zdziwiłam się wynikiem. Byłam przekonana, że najwięcej wyjdzie mi przy logiczno-matematycznej, a tu niespodzianka - dwie najsilniejsze to interpersonalna i intrapersonalna... Jak się nad tym głębiej zastanowiłam, to ma to sens...

piątek, 3 stycznia 2020

Nowy Rok

Nim się obejrzałam przyszedł kolejny rok.

Przełom lat to zawsze moment podsumowań i planów. Wspominam więc i planuję... Na początku wydawało mi się, że nic się nie działo ciekawego, a gdy zajrzałam w kalendarz, w pamiętnik i inne moje zapiski, okazało się, że jednak bogaty był ten rok 2019... Na pierwsze miejsce wysuwa się Rzym - Wieczne Miasto, które udało mi się trochę zobaczyć, poczuć. Potem edukacja - jedne studia skończone, kolejne rozpoczęte... W końcu znalazłam tez przestrzeń do formacji serca. Dzięki www.ubogacona.pl! Podsumowania są ważne. Pobudzają do dostrzegania dobra i wdzięczności za nie. Pomagają też znaleźć odpowiedź, co nie wyszło i czy można (czy warto) coś z tym zrobić.

Moje plany i życzenia na 2020... Nie musi być lepszy, choć lepiej, żeby nie był gorszy niż 2019. Niech będzie po prostu taki jak ma być. Chciałabym go dobrze wykorzystać...


poniedziałek, 3 czerwca 2019

Pobłogosławieni

Nie sposób przejść obojętnie obok wydarzeń minionego weekendu.

Oto bowiem, Łukasz, mój duchowy kuzyn i przyjaciel naszego domu, w swoim kościele parafialnym, z rąk księdza biskupa Zbigniewa Zielińskiego przyjął w Dzień Dziecka święcenia kapłańskie. Tym samym nasza rodzina szensztacka wzbogaciła się o kolejnego  młodego ojca szensztackiego. Uroczystość była piękna i przejmująca. Ksiądz biskup wygłosił w homilii katechezę o kapłaństwie, w której m. in. zaznaczył rolę księdza jako lekarza dusz (nie zdrowi przychodzą do lekarza, ale chorzy i to nad tymi chorymi lekarz się pochyla)... Na koniec neoprezbiter podziękował wszystkim (rodzicom, siostrze, ojcom, przyjaciołom...). Trzeba przyznać, że mówić to on potrafi i z pewnością skorzysta z tego daru w swojej kapłańskiej pracy.

W niedzielę całą rodziną (wierzę, że również z Julką) uczestniczyliśmy w prymicyjnej Mszy Świętej ojca Łukasza. Kulminacyjnym momentem było błogosławieństwo prymicyjne, które ma niezwykłą moc. Jest z nim związany odpust zupełny, co dla świadomego katolika jest wspaniałym ratunkiem w drodze do Nieba. Ojciec Łukasz poszedł o krok dalej, każdemu błogosławionemu zostawiając zachętę duszpasterską. To bardzo przejmujący i wzruszający moment. Nasza rodzina też dostała zadanie... i błogosławieństwo.


Łukaszowi życzymy wytrwania w dobrym 
oraz odnajdywania prawdy o Bogu 
nie tylko w Słowie, 
ale również w drugim człowieku.