piątek, 3 stycznia 2020
Nowy Rok
Przełom lat to zawsze moment podsumowań i planów. Wspominam więc i planuję... Na początku wydawało mi się, że nic się nie działo ciekawego, a gdy zajrzałam w kalendarz, w pamiętnik i inne moje zapiski, okazało się, że jednak bogaty był ten rok 2019... Na pierwsze miejsce wysuwa się Rzym - Wieczne Miasto, które udało mi się trochę zobaczyć, poczuć. Potem edukacja - jedne studia skończone, kolejne rozpoczęte... W końcu znalazłam tez przestrzeń do formacji serca. Dzięki www.ubogacona.pl! Podsumowania są ważne. Pobudzają do dostrzegania dobra i wdzięczności za nie. Pomagają też znaleźć odpowiedź, co nie wyszło i czy można (czy warto) coś z tym zrobić.
Moje plany i życzenia na 2020... Nie musi być lepszy, choć lepiej, żeby nie był gorszy niż 2019. Niech będzie po prostu taki jak ma być. Chciałabym go dobrze wykorzystać...
poniedziałek, 3 czerwca 2019
Pobłogosławieni
Oto bowiem, Łukasz, mój duchowy kuzyn i przyjaciel naszego domu, w swoim kościele parafialnym, z rąk księdza biskupa Zbigniewa Zielińskiego przyjął w Dzień Dziecka święcenia kapłańskie. Tym samym nasza rodzina szensztacka wzbogaciła się o kolejnego młodego ojca szensztackiego. Uroczystość była piękna i przejmująca. Ksiądz biskup wygłosił w homilii katechezę o kapłaństwie, w której m. in. zaznaczył rolę księdza jako lekarza dusz (nie zdrowi przychodzą do lekarza, ale chorzy i to nad tymi chorymi lekarz się pochyla)... Na koniec neoprezbiter podziękował wszystkim (rodzicom, siostrze, ojcom, przyjaciołom...). Trzeba przyznać, że mówić to on potrafi i z pewnością skorzysta z tego daru w swojej kapłańskiej pracy.
W niedzielę całą rodziną (wierzę, że również z Julką) uczestniczyliśmy w prymicyjnej Mszy Świętej ojca Łukasza. Kulminacyjnym momentem było błogosławieństwo prymicyjne, które ma niezwykłą moc. Jest z nim związany odpust zupełny, co dla świadomego katolika jest wspaniałym ratunkiem w drodze do Nieba. Ojciec Łukasz poszedł o krok dalej, każdemu błogosławionemu zostawiając zachętę duszpasterską. To bardzo przejmujący i wzruszający moment. Nasza rodzina też dostała zadanie... i błogosławieństwo.
niedziela, 12 maja 2019
Weekend kobiet
niedziela, 24 marca 2019
Czas
"Szedłem kiedyś ulicą, siąpił deszcz. Zwiędły liść upadł mi do nóg. To był moment, to było teraz, chwila teraźniejsza. Przyszło mi wtedy na myśl pytanie, czy da się ocalić wszystkie zwiędłe liście. Nie tyle od zapomnienia, co po prostu ocalić. Może gdzieś istnieją księgi lub jakiś wirtualny program, w którym wszystko jest zapisane, i z którego wszystko będzie można kiedyś na nowo odczytać." /ks. Michał Heller, Rozważania o czasie w Polskim Radiu, 2013/.
Często myślę o czasie. O tym jak płynie, jak ucieka, jak ciągle go mało... Najczęściej jednak myślę o tym, że czasu nie ma... nie ma - nie istnieje... został wymyślony przez człowieka, aby wytłumaczyć wiele spraw... Zastanawiam się...
Jakby czasu nie było... czy umielibyśmy być bardziej tu i teraz? Gdybyśmy nie wiedzieli, że coś minęło albo coś się dopiero stanie, wszystko było by teraz i zawsze...
Szczególnie odczuwam brak czasu w relacjach. Nie widzimy się miesiącami, czasem latami, a gdy się spotykamy, wydaje się że dopiero co się rozstaliśmy.
Zbliża się kolejna rocznica, raptem druga, a mam wrażenie, że minęło sto lat albo jeden dzień...
poniedziałek, 4 marca 2019
Wyzwanie na Wielki Post
poniedziałek, 18 lutego 2019
Rafael Santi
W Muzeach Watykańskich, po kilku godzinach podziwiania papieskich kolekcji, znalazłam się w miejscu zwanym Stanza della Segnatura - jednym z pokoi papieża Juliusza II. Poprosił on o ozdobienie swoich komnat samego Rafaela Santi (1483-1520). Zwróciłam uwagę na 3 freski: "Szkoła Ateńska", "Dysputa o Najświętszym Sakramencie" oraz "Parnas". Każdy z nich pokazuje inny sposób dochodzenia do Boga, do Prawdy. Trzy sposoby - przez naukę (drogą racjonalną), przez teologię (drogą objawioną) oraz przez sztukę... Każdy z nich równie ważny, żaden nie gorszy, ani nie lepszy. Pierwsza moja myśl, gdy na nie patrzyłam dotyczyła ideału osobistego. W domu postudiowałam dokładniej postacie na freskach. Odnalazłam się na jednym z obrazów... Może ktoś z Was też się tam odnajdzie.
niedziela, 18 listopada 2018
Moje uczucia
Jest tyle różnych uczuć we mnie... Większość ciepłych, dobrych, wdzięcznych, wynikających z głębokości relacji z Bogiem oraz z zażyłych więzi z ludźmi...
Więc, po pierwsze - tęsknię bardzo, ale to pozytywne uczucie... bo to znaczy, że jest coś więcej... Ta tęsknota to takie pragnienie serca.. serca, które dzieli się na mnóstwo kawałków, przy każdym zostawiając swoją cząstkę. Wiem, że to melancholik, ale tak jest... Cała... z duszą poety... Nie umiem się wyrażać z prostych rozmowach, potrzebuję się wyrażać w słowach zawiłych... Proste słowa są za małe by opisać rzeczywistość...
Po drugie - wdzięczność... codziennie od nowa dziękuję... szczególnie za to co daleko, za to czego doświadczyłam, za każdy sukces, a jeszcze bardziej za porażki, za świadomość, za odwagę i samodzielność...
Po trzecie - duma i zachwyt nad sobą - pewność drogi, dawno nie czułam się tak bardzo na swoim miejscu w świecie... mimo iż do realizacji celów blokują mnie ciemne myśli, jestem zadowolona z siebie... paradoks...
Są we mnie też inne uczucia - te które nie przynoszą mi pokoju, te, które mnie biczują - oczekiwanie na wolność, zgoda na śmierć dziecka, niezgoda na niezasłużone cierpienie matki, zmęczenie codziennością, brak dzielności w niesieniu wszystkich poprzednich...
Czasem czuję się taka niedoskonała... Odpychałam to gdzieś, ale po śmierci tej dziewczynki, nie mogę dłużej udawać, że jest super, a ja jestem super gotowa i super dzielna... Nie mogę o tym pisać.. nie mogę o tym gadać... nawet nie chodzi o to żeby to wygadać... Najważniejsze, żeby mi się udało to oswoić - uświadomić sobie, że cokolwiek nie pomyślę, nie jestem zła... że cokolwiek nie pomyślę, Pan Bóg nie zmieni o mnie zdania i dalej będzie mnie kochał...
Wczoraj pewna dziewczyna napisała mi całkiem w innym kontekście "Ania, jest w Tobie tyle dobra"... nie pasowało to do niczego.. ot taki głos... ale przyniósł mi trochę spokoju... na tyle by dopuścić myśl, że jest jak jest, i to co myślę nie przekreśla mnie...
czwartek, 1 marca 2018
Wielkopostne zamyślenie
Chociaż nie mam pomysłu co napisać, doszłam do wniosku, że zmienił się radykalnie okres w Kościele, a u mnie wciąż Adwent...
W tym roku nie mam postanowień związanych z umartwianiem, właściwie nie mam żadnego postanowienia, poza tym, żeby przeżyć ten czas świadomie - uczestnicząc w nabożeństwach Drogi Krzyżowej i w rekolekcjach wielkopostnych, które tuż tuż. Chciałabym coś przeczytać, zamyślić się bardziej niż zwykle nad Bożymi sprawami, ale mój umysł spycha jeszcze duchowości i teologie na marginesy. Być może to ten miesiąc tak na mnie działa... Zamówiłam już Mszę Świętą w rocznicę śmierci Julki...
Odeszłaś...
W zwykły, słoneczny poniedziałek...
Wciąż widzę ten moment:
- granicę między życiem i śmiercią,
- miejsce Twojego ostatniego oddechu,
- ulgę na zastygniętej twarzy: nareszcie wolna,
- "czyli to już koniec?" "tak"
Nie dowierzam...
tak jakby wszystko było snem,
snem, którego nigdy nie zapomnę...
Pamiętam, jak stanął świat,
powietrze wokół mnie zgęstniało,
przestałam się ruszać,
zawisłam w ciszy...
Od tamtego dnia nie lubię poniedziałków...
wtorek, 12 grudnia 2017
Adwent na pustyni
Nie mówcie tym, którzy stracili ukochanych, że „Czas zagoi rany”. Nie mówcie, że „Oni już nie cierpią”. Najlepiej nie mówcie nic. Czas tych ran nie leczy. Pozostają, bo śmierć ukochanych jest też trochę śmiercią nas samych: coś w nas umiera. Żyjemy, ale nic nie jest tak, jak było przedtem, już nie jesteśmy tacy sami. Płaczemy nad ich śmiercią, jak Jezus płakał przy grobie Łazarza. Płaczemy nie nad nimi, płaczemy nad sobą, nad tym, co w nas umarło, co nam z nas samych umarło, ubyło. Na zawsze i nieodwracalnie.
(ks. Adam Boniecki).
Nigdy nie można żałoby po śmierci dziecka przeżyć. Takie zdanie usłyszałem na samym początku w grupie wsparcia, do której zostałem skierowany zaraz po tym, jak zacząłem wychodzić z domu. Rodzice, którzy przeżyli to kilka, kilkanaście lat temu, mówili, że żal po stracie nigdy nie minie. I rzeczywiście tak jest. To jest sinusoida emocji, nerwów, myśli. Czasami jest lepiej, czasami gorzej. Często tego na zewnątrz nie widać, ale zawsze masz to w środku, budzisz się z tym, z tym idziesz spać. Myśl o dziecku, którego już nie ma, zawsze jest gdzieś z tyłu głowy. (Filip Chajzer dwa lata po śmierci swojego syna)
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Aleteia
Od jakiegoś czasu śledzę portal aleteia.org. Znajduję tam wiele ciekawych tekstów o duchowości, mnóstwo świadectw, inspiracji do rozmyślań... Dzielę się dziś dwoma materiałami o wyjątkowych ludziach... Mogą nas wiele nauczyć.
************
Chiara i ja dużo razem płakaliśmy, ale szczerze powiedziawszy, nigdy nie przeżyliśmy odrzucenia krzyża. Pan dał nam łaskę widzenia prostej drogi od samego początku. Nie musieliśmy podejmować żadnych decyzji, wystarczyło przyjąć Jego wolę. To było trudne, bolesne, ale wiedzieliśmy, że On jest z nami.
Chiara Corbella Petrillo będzie błogosławioną...
************
Nie mów: „Taki już jestem… To sprawa mojego charakteru”. Nie, to sprawa braku charakteru. Bądź mężny – esto vir”.
sobota, 24 czerwca 2017
Coś się kończy, coś się zaczyna...
Minęły trzy miesiące zawieszone między śmiercią a życiem... Pan zabiera życie i Pan daje życie. Specjalnie piszę w tej kolejności.
Tak jak trzy miesiące temu ból rozdarł mi serce, tak dziś ból innego rodzaju przyniósł całej rodzinie radość. Doświadczyliśmy cudu narodzin. Radość wzmocniona niespodzianką... Syn... Dar od Boga...
Patrzę na niego i nie mogę się nadziwić planom Bożej Opatrzności. Trwam w zachwycie.
Gdzieś z tyłu głowy czekam cierpliwie na wyniki badań, na decyzję lekarzy co do naszego wyjścia do domu, na nową rzeczywistość, którą otwierają te narodziny...
Gdzieś w głębi tęsknię bardziej niż zwykle...








